radek-kirschbaum blog

Ziemio nie kryj niczyjej krwi, iżby lament nie ustawał

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Kirschbaum ma problem, od czasu kiedy zaangażował się w serwis pekin2008.dt.pl oraz kilka innych inicjatyw. Wszystko się  kojarzyNa przykład to:

Nie wiem co słynny Tank man, bezimienny Chińczyk, miał w torbie, nie wiemy czy przeżył, jak miał na imię i jakie są jego dalsze losy po 4 czerwca 1989 a ściślej po poranku 5 czerwca. „Sunday MIrror” taki tabloid z Brytanii twierdził że ten człowiek nazywał się Wang Weilin (王维林),  ale nie miał na to żądnych dowodów. Inne źródła mówiły o rozstrzelaniu tego człowieka 14 dni lub nieco później po sfingowanym procesie. Niektórzy przytaczają słowa, które jakoby miał słyszeć  kierowca czołgu. „Zawracajcie, przsestańcie zabijać moich ludzi”,  „To moje miasto – wynoście się stąd”. Magazyn „Life” wskazuje na to zdjęcie jako jedno ze 100 najważniejzych w dziejach świata, „Time” wymienia Tank Mana wśród 100 najważniejszych postaci które zmieniły dzieje. Na tydzień przed otwarciem olimpiady Kirschbaum ma prawo zapytać, nie zapominając o hołdzie – co takiego zmienił Tank Man? W dniu 64 rocznicy Powstania Warszawskiego, na 7 dni przed olimpiadą – Kirschbaum pyta – co takiego zmienił nank Man, zmawiając  kadisz, wieczny odpoczynek, bardo – jak tam chcecie.

29 kwietnia 1945 roku czołowe elementy 42 i 45 Dywizji Piechoty US Army doatrły do KL Dachau. W Dachau i jego podobozach przebywało wówczas około 67000 więźniów poprzesuwanych tutaj z innych obozów w ramach ”Marszów Smierci”. 
W tym na terenie samego obozu głównego przewidzianego na 5.000 więźniów przebywało ich około 30.000. Niektórzy badacze twierdzą, że załoga SS szykowała się tego dnia na wieczór do zupełnej likiwdacji więźniów poprzez roztsrzelanie, podpalanie baraków iwrzucanie do ich wnętrza granatów ręcznych. Sam obóz był obsadzony przez kilkudziesięciu SS-,manów z oddziałów „Totenkopf” zas w bezpośredniej bliskości obozu znajodwał sie obóz treningowy Waffen-SS gdzie zgromadziło się około 1500 żołnierzy różnych formacji SS w tym kilkudziesięciu Węgrów.
Kapitualcja obozu dokonała się w rejonie bramy głównej, od strony południowozachodniej, gdzie obóz poddał Heinrich Winckler. 3 batalion 157 Pułku Piechoty 45 Dywizji pod dowództwem majora Felixa Sparksa posuwał sie wzdłuz linii kolejowej od innej strony i niewiele wiedział o topografii obozu. Na jednej z bocznic kolejowych patrol żołnierzy Sparksa trafił na opuszczony pociąg pełen trupów. Był to spóźniony transport więźniów z Buchenwaldu. Ten widok zapewne wstrząsnął żołnierzai majora Sparksa.


[żołnierze majora Sparksa przy "pociągu śmierci"]

Nerwy puściły amerykańskim żołnierzom gdy zbliżyli się do samego obozu. Na wieżach strażniczych powiewały białe flagi, załogi wież stały bez broni w oknach, za ogrodzeniem widać było żołnierzy z 42 Dywizji, którzy wkroczyli juz do Dachau z innej strony. Żołnierze 1 kompanii 3 batalionu prowadzonej przez porucznika Williama Walsha w niewyjaśnionych okolicznościach ”zestrzelili” 6 strażników z wieży ”B” obozu.



Ciała zabitych strażników wyłowiono potem z wody w zachodniej częsci obozu. Tymczasem kompania Walsha wkroczyła do obozu treningowego SS i zgrupowała wszystkich wziętych do niewoli
SS-manów na tyłach obozu, pod betonowym parkanem, nieopodal szpitala. Podobno do strzelaniny z dwóch karabinów maszynowych
doszło przypadkiem, jeńcy wpadli w panikę na widok dwóch wycelowanych w nich karabinów maszynowych. Byc może do pierwszego wystrzału doszło przypadkiem. Sledztwo z czerwca 1945 roku nie ustaliło tego dokładnie. Wiadomo, że 
strzelano do momentu pojawienia się majora Feliksa Sparksa.

Nie wiadomo też ilu jeńców zastrzelili żołnierze czołówki 45 Dywizji. Publikacje wahają się między liczba kilkuset a klikadziesiąt osób.
Z widocznych na zdjęciu wału ciał wielu przeżyło udając martwych, wielu było rannych. Major Sparks ocenia liczbe zabitych tego dnia Niemców na terenie obozu na 50 osób. Lekarz 45 Dywizji Buechner wskazuje na liczbę zabitych 346. Niektórzy badacze do tych liczb dodają około 40 zabitych strażników w ramach aktów zemsty ze strony więźniów, którym Amerykanie wydali broń. Wiadomo, że wielu z załogi SS i zebranych w Ubunglager-SS było pobitych na śmierć przez więźniów.
Wiadomo też, żę w Mathausen wyzwolonym 5 maja przez 11 Amerykańską Dywizje Pancerną około 30 strażników obozu zostało również zabitych przez więźniów.


[major Feliks Sparks strzałem w powietrze i zdecydowanym gestem zatrzymuje egzekucję załogi SS]

Być może dlatego prawie nikomu nie przeszkadza to, że Chiny, którym w obecnej postaci daleko do ideału demokratycznego państwa prawa, zostały organizatorem igrzysk olimpijskich, igrzysk pokoju. Być może nikomu nie przeszkadza liczba osób rozstrzeliwanych w ramach publicznych egzekucji na stadionach, nie wadzi współczesnemu światu milczenie na placu Tian An Men, mrok skrywający Tybet, prześladowania katolików i muzułmanów, przytłaczająca bieda chińskiej prowincji i kontrast tych obrazów do nieskrywanej propagandy sukcesu uprawianej przez komunistycznych kacyków z Pekinu. Nam – trochę przeszkadza.

Można by się zżymać na tę okoliczność bez końca, wyszliśmy jednak z założenia, że olimpiada stanowi niepowtarzalną okazję, by powiedzieć i dowiedzieć się czegoś więcej o Chinach i o tym, jak naprawdę wygląda życie w ChRL. Nie ma co ukrywać – nasze zainteresowanie Chinami wynika głównie z naszej wrażliwości na prawa człowieka. Każdy ma swoją obsesję, dla piszącego te słowa obsesją tą jest idea wolnego Tybetu. Wolnego, czyli takiego, w którym za kultywowanie tradycji i religii nie trafia się do więzienia. Przynajmniej takiego. Nie ulega jednak wątpliwości, że Wolny Tybet może się ziścić tylko wtedy, gdy wolne będą Chiny.

Jest nas na razie kilkoro. Jesteśmy w znacznej mierze przypadkowymi osobami, ale chcemy umożliwić przepływ informacji, które nas i innych uwolnią w jakimś stopniu od okazjonalności działań i przygodności opinii. Żeby przeciwdziałać naruszeniom Praw Człowieka, najpierw trzeba mieć rzetelne, sprawdzone, mocne informacje, zaś samo podawanie owych faktów do publicznej wiadomości czyni zazwyczaj już wiele.

więcej – na właśnie otwartym serwisie:


http://www.pekin2008.dt.pl/

Calel Perechodnik prawie na pewno przeżył Powstanie Warszawskie. Pod którym domem, sklepem w Warszawie leży dzisiaj Calek Perechodnik?

„Ob. Pejsach Perechodnik

List wasz z dnia 10 bm. Otrzymałem. Niestety mogę wam tylko donieść o utracie waszego brata a mego dobrego przyjaciela, kolegi Calka. Zginął po kapitulacji Powstania w Warszawie będąc w bunkrze. On był razem z grupą 22 osób. Zostali oni wykryci przez szabrowników, którzy szukali z Niemcami.
Kolega mój, jedyny, który się uratował z całej grupy, przypadkowo w nocy grupę z naszego bunkru spotkał i zabraliśmy go do nas. Jak on mi opowiadał, to wszyscy z bunkru wyszli na żądanie tych bandytów. Calek będąc po chorobie, nie mógł wyjść i zginął w bunkrze, czyli został prawie spalony, wszyscy co powychodzili zostali rozstrzelani na miejscu.
Ja dowiadując się nazajutrz po tragicznym wypadku poszedłem na miejsce tragicznego wypadku i pochowałem zwłoki mego serdecznego, dobrego przyjaciela, którego starałem się podczas Powstania wszelkimi siłami ratować.
Na pewno wam wiadomo, że był on chloryna tyfus i żył w ciężkich warunkach materialnych. Co było w mojej mocy to robiłem, w tak ciężkich warunkach sprowadziłem do niego lekarza.
Niestety należy do tych wszystkich co my straciliśmy.
Drogi Przyjacielu! Co do miejsca wypadku i gdzie pochowany nie jestem w stanie podać wam adresu. Ja prawdopodobnie będę w najbliższym czasie w Warszawie. O ile warunki nam pozwalają, to moglibyśmy się umówić albo spotkać w Warszawie, pokazałbym wam to miejsce. Wazie wam to jest niemożliwe, to ja będąc w Warszawie ustalę sam dokładnie miejsce wypadku i wam odpiszę.
Oczekuje na odpowiedź
Z szacunkiem
Henryk Romanowski”

Calel Perechodnik 19 sierpnia 1942 w czasie likwidacji getta w Otwocku sam odprowadził na plac wywózki swoją żonę i córeczkę i patrzył jak Niemcy pakują je do wagonów które będą jechały do Treblinki. Kończąc swój pamiętnik pisał do nieżyjącej żony:

„Kończę już Aneczko, wszystko ci opowiedziałem. Wiesz, że zostaniesz krwawo pomszczona. Wiesz że zemsta już się rozpoczęła, że codzienne naloty na Niemcy pociągają za sobą śmierć niezliczonych kobiet i dzieci. To jest kropla w morzu krwi, która zostanie przelana, aby pomścić Ciebie i miliony niewinnych kobiet i dzieci żydowskich, które padły z rąk niemieckich barbarzyńców.”

I jeszcze to na zakończenie epilogu:
„O jedno tylko proszę: wykonajcie wiernie mój testament zemsty i wspomnijcie czasami świetlaną postać mej żony Anki i anielski obraz mej córeczki Atalii. Cóz one zawiniły, że padły ofiarą niemieckiego sadyzmu, cóż one zawiniły, że padły ofiarą żydowskiego tchórzostwa?”

Hej! chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga, daleka, przed nami,
Mocne serce, a w ręku karabin,
Granaty w dłoniach i bagnet na broni!

Jasny świt się roztoczy,
Wiatr owieje nam oczy
I odetchnąć da płucom, i rozgorzeć da krwi,
I piosenkę, jak tęczę, nad nami roztoczy
W równym rytmie marsza: raz! dwa! trzy!

Hej! chłopcy, bagnet na broń!
Długa droga, daleka, przed nami trud i znój,
Po zwycięstwo my, młodzi, idziemy na bój,
Granaty w dłoniach i bagnet na broni!

Ciemna noc się nad nami roziskrzyła gwiazdami,
Jasne wstęgi dróg w pyle,
Długie noce i dni,
Młoda Polska, zwycięska, jest w nas i przed nami,
W równym rytmie marsza: raz! dwa! trzy!

Hej! chłopcy, bagnet na broń!
Bo kto wie, czy to jutro, pojutrze, czy dziś,
Przyjdzie rozkaz, że już, że już trzeba nam iść
Granaty w dłoniach i bagnet na broni!

82a93023fe7c30a377c0f2ed8d6d63b4,14,19,0
fot. www.requiem44.blog.onet.pl

Krytsyna Krahelska – autorka słynnej piosenki „Hej chłopcy, bagnet na broń” urodziła się 24 marca 1914 w Mazurkach, powiat Baranowicze, córka Jana [inżyniera, późniejszego oficera WP, starosty i wojewody poleskiego] i Janiny Bury, biologa, bratanica Wandy Krahelskiej-Filipwiczowej, uczestniczki zamachu na generał-gubernatora Skałona. Od 1928 członkini ZHP, w latach 1929-1932 prowadziła gromadę zuchów. W 1931 uczestniczyła w składzie delegacji polskiej w Zlocie Skautów Słowiańskich w Pradze. Od października 1932 studiowała geografię, a następnie etnografię na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Warszawskiego. W latach 1936-37 pozowała Ludwice Nitschowej, autorce pomnika warszawskiej Syreny . W maju 1939 otrzymała dyplom magistra.
W czasie okupacji mieszkała w Warszawie, od 1940 w Pieszej Woli [Pieszowoli?] koło Włodawy, potem w Puławach [pracowała jako laborantka w Instytucie Gospodarstwa Wiejskiego], od 1942 znów w Warszawie. W kwietniu 1943 przeniosła się do Włodawy, gdzie razem z matką opiekowała się ciężko pobitym w czasie bandyckiego napadu i leczonym w szpitalu ojcem, a następnie podjęła w tym szpitalu pracę sanitariuszki. W marcu 1944 przeniosła się w ślad za rodzicami do Krakowa, a w lipcu tego roku wróciła do Warszawy.
W Powstaniu Warszawskim sanitariuszka 1108. w 3. szwadronie 1. dywizjonu „Jeleń” 7. p.uł. Lubelskich AK pod pseudonimem „Danuta”. Koncentracja jej plutonu [44 ludzi] odbyła się w lokalu przy ul. Polnej 46. O godz. 17:00 sekcje: 1. pod dowództwem kpr. „Zygmuntowskiego” [Zygmunt Gebethner] i 2. kpr. „Korczyca” [Leszek Krahelski] ruszyły pod murami ul. Polnej do szturmu na Dom Prasy przy ul. Marszałkowskiej 3/5. Trzy sanitariuszki – wśród nich „Danuta” – znajdowały się przy II drużynie, która zajęła stanowiska na Polu Mokotowskim. Po krótkiej walce sekcje 1. i 2. zostały odrzucone spod Domu Prasy. Powstańcy wycofały się na Pole Mokotowskie. Tam, wśród słoneczników, „Danuta” opatrzyła rannego kpr. „Zygmuntowskiego”, którego pod ostrzałem odprowadziła na punkt sanitarny ulokowany w pobliskiej cukierni Lardellego. Gdy ranny był już bezpieczny ponownie wróciła na Pole Mokotowskie, przebiegając przez obłożoną ogniem ul. Polną. Tam natknęła się jeszcze na postrzelonego w płuco ppor. „Mistrza” [Władysław Koch]. Odciągnęła go w bezpieczne miejsce pod wiatę na działkach, po czym raz jeszcze zawróciła, by dołączyć do rozsypanego na wysokości Lardellego plutonu. I wtedy otrzymała trzy postrzały w pierś. Strzelano z dachu budynku Komendy Straży Ogniowej. Do leżącej na brzuchu podczołgała się sanitariuszka „Jagienka” [Janina Krassowska], gdzieś obok znalazł się kpr. „Wrzos” [Zbigniew Wrześniowski].
Wspomina „Jagienka”:
„Chcieliśmy opatrzyć ją na miejscu z »Wrzosem«. Leżąc przy niej udało nam się ją obrócić. Strzelano do nas. Świadoma niebezpieczeństwa, jakie nam grozi, »Danuta« mówiła: »Odejdźcie, odsuńcie się, zostawcie mnie«. Chcieliśmy podciągnąć ją bodaj pod osłonę rosnących w pobliżu słoneczników. »Wrzos« uniósł się na łokciu i dostał kulę w ucho. Zginął na miejscu.”Dopiero gdy się ściemniło, z Pola podniósł „Danutę” patrol sanitarny. Nieprzytomną przeniesiono do cukierni Lardellego. Operowana tuż przed północą, zmarła 2 sierpnia 1944 o czwartej nad ranem. Pośmiertnie odznaczona Krzyżem Walecznych.

de020e29d6165b335dbc6b2e5c0e9544,14,19,0
walkowski21.jpg
fot. Zygmunt Walkowski

ANNA ŚWIRSZCZYŃSKA

BUDUJĄC BARYKADĘ

Baliśmy się budując pod ostrzałem
barykadę

Knajpiarz, kochanka jubilera, fryzjer,
wszystko tchórze.
Upadła na ziemię służąca
dźwigając kamień z bruku, baliśmy się bardzo,
wszystko tchórze -
dozorca, straganiarka, emeryt.

Upadł na ziemię aptekarz
wlokąc drzwi od ubikacji,
baliśmy się jeszcze bardziej, szmuglerka,
krawcowa, tramwajarz,
wszystko tchórze.

Upadł chłopak z poprawczaka
wlokąc worek z piaskiem,
więc baliśmy się
naprawdę.

Choć nikt nas nie zmuszał,
zbudowaliśmy barykadę
pod ostrzałem.

Opaska_powstancza.jpg

MARIA KOBIERSKA
Puławy

„W 1942, czy tez 1943, juz dobrze sobie nie przypominam, wiem, że to w tych latach, przy końcu miesiąca listopada wielkim sznurem ok. 200, a może i więcej furmanek wiozło ludzi przez Puławy i nie wiem, dla jakich powodów i przyczyn, sznur ten wspomnianych furmanek zatrzymał się na ul. Zielonej, obok domu mego wujka, Jana Madeja, będącego właścicielem tegoż domu, a u którego to wujka ja zamieszkiwałam.
W tym to czasie, kiedy furmanki zbliżyły się do naszego domu, służąca nasza, która była w ogrodzie, wpada i mówi: „Panienko, Żydów wiozą”. Wybiegłam na ogród, który przeciągał obok wspomnianej ul. Zielonej, i spostrzegłam że rzeczywiście ciągnęły się długim sznurem furmanki załadowane siedzącymi Żydami. Jechały całe rodziny, to jest matki tuliły do siebie swe dzieci a obok nich siedzieli mężczyźni Żydzi, już w nawet dość podstarzałym wieku, cichutko płacząc i ocierając łzy. Ja, schroniona w żywopłocie naszego parkanu ogrodowego, przysunęłam się jeszcze bliżej. Ogarnął mnie straszny żal, że za co, gdzie skąd i w jakim kierunku wiozą ich? Wtem starszy Żyd zauważył mnie i zaczął prosić: „Wody!” coraz głośniej, płacząc prosił: „Panienko, wody!”. Ogarnął mnie straszny lęk, ponieważ w domu mego wujka zakwaterowani byli Niemcy. Ogłoszenia zarządzające niemieckie zabraniające niesienia pomocy Żydom w Puławach były porozklejane na ulicach. A na każdej dziesiątej furmance siedział żandarm niemiecki.
Wówczas nasunęła mi się myśl: Przecież jestem katoliczką, której z samego obowiązku nieść pomóc bliźniemu”. Cichy płacz matek i ich drobnych dzieci formalnie dławił mnie. Obejrzałam się wokół siebie, spojrzałam na nasz dom, czy nie patrzą Niemcy, i wokół furmanek, że żandarm niemiecki odwrócony był w druga stronę. Pobiegłam do domu i w szybkim tempie nabrałam wody, i po cichutku, skradając się cienista alejką, przez nasz ogród wiodącą, podałam Żydowi wodę. I tak sprawa udawała się przez jakiś czas. […] Aż pewnego razu przyjechał starosta niemiecki z miasta Chełma Lubelskiego do Puław. Był on u swojej żony, która również miała kwaterę w domu naszego wujka. Wtem trzeba trafu, e w godzinach przedpołudniowych usłyszałam znów ogromny turkot furmanek i tupot koni. Nagle coś tam się stało, że furmanki na naszej ul. Zielonej musiały również się zatrzymać, docierając obok naszego domu. Żydzi mnie spostrzegli i zaczęli po cichu prosić wody, wołając: „Panienko, panienko, wody!”. Obejrzałam się wokół siebie, czy z domu naszego kto nie patrzy oraz na żandarmów, którzy cos między sobą obgadywali. Widząc, że nikt nie patrzy, podałam szybko wodę. Niestety! Nie zauważyłam, że ów przyjezdny Niemiec, który przyjechał z Chełma do swej zony, stał ukryty w oknie i obserwował mnie. Wszystko widział! Zaraz zatelefonował do tutejszego starosty puławskiego, gdzie przyszli żandarmi, aresztując mnie, i wywieźli do Lublina, do obozu który mieścił się przy ulicy Krochmalnej. Tam przechodziłam różne kwarantanny obozowe, oczyszczające, odkażające itp. Jedni mi mówili w obozie, że wywiozą mnie na ciężkie roboty w głąb Niemiec, drudzy zaś mówili, że czeka mnie kara śmierci. […] Podczas swego pobytu w obozie nabawiłam się na chorobę serca i nerek, która do dziś odczuwam. Od czasu wyzwolenia Polski pracuję jako wychowawczyni przedszkoli.”

Wszystko wskazuje na to, że Maria Kobierska pisała o jesieni 1942 roku, wtedy to likwidowano getta na terenie Lubelszczyzny transportując ich mieszkańców w kierunku Sobiboru. Kim byli Żydzi, którym Maria Kobierska podawała wodę?

Byłem oddzielony od getta murem. Tam wewnątrz uwięzieni byli ludzie, ale był to również akt obelżywy wobec mnie samego i innych czujących podobnie jak ja. Będąc na zewnątrz tych murów byłem mimowolnie ich nadzorcą, tak jak ten, który jest na zewnątrz klatki, i jeżeli jest zamknięta, staje się jej strażnikiem, mimo że nie przyczynia się ani do jej budowy, ani jej szczelności czy nieprzenikalności. Byłem ubezwłasnowolnionym widzem.

Jerzy Ficowski

IMG_0125.JPG
fot. http://gilling.info

Kilka dni temu, dzień po dniu kolejnej rocznicy upadku powstania w warszawskim getcie, upłynęła pierwsza rocznica śmierci poety.

gdziekolwiek jesteś nie jesteś
sam po tamtej stronie murów

Darek Pado

Są dni, które zmieniają genetykę narodów. Układ stereotypów starego porządku spala się wtedy a każdy kolejny dzień tworzy nowego człowieka. Historia niczym szalona rzeka zmienia wtedy swój bieg, wpada w nowe koryto.

odezwa_getto.jpg

Już czwartego dnia po 19-tym kwietnia 1943 roku Mordechaj Anielewicz „Aniołek” – „dowódca ŻOB-u”, pisze: „Marzenia mego życia spełniło się. Żydowska samoobrona w ghetcie stała się faktem. Żydowski zbrojny opór i odwet urzeczywistnił się. Byłem świadkiem wspaniałej, heroicznej walki …”.

Dnia następnego 24 kwietnia Juergen Stroop raportuje: „Często można zaobserwować, że Żydzi uciekający przed płomieniami woleli do ognia wrócić niż wpaść w nasze ręce.” W maju już tak pisze o „Grossaktion” : „Nie można już otworzyć żadnego bunkru, żeby Żydzi nie stawiali w nim oporu …”. „Dziś schwytano znów wiele Żydówek, które miały ukryte w bieliźnie nabite i odbezpieczone pistolety”. „Gdy z jednego bunkra wydobyto już część załogi i miano ją poddać rewizji, jedna z kobiet błyskawicznie sięgnęła ręką pod spódnicę i jak to się już często zdarzało, wydobyła granat ręczny, odbezpieczyła go i rzuciła go pomierzy rewidujących ją żołnierzy …”.

Przy zdobywaniu bunkrów Niemcy użyli bojowych gazów duszących. 8 maja wydusili bunkier dowództwa powstania przy ulicy Miłej 18. Polegli w nim komendant Anielewicz, oraz członkowie sztabu: Ch. Ankierman, L. Rotblat, A. Wilner i inni. Część podtrutych bojowników udało się uratować. Ogółem zniszczono 631 bunkrów.

Dnia 16 maja powstanie dobiega końca. O godzinie 20:15 wysadzono wielką synagogę. W gruzach „murów płaczu” pochowano 56.065 bojowników, bohaterów „nowego narodu”.

notatka przygotowana przez Darka Pado

Kirschbaum mieszka w Brzegu, d. Brieg, Vysooke Brega, Brega, Alta Ripa. W roku1787 miasto liczyło już 147 żydowskich współmieszkańców (= 0,3% ogólnej liczby mieszkańców). Fryderyk Wielki – na ogół w miarę tolerancyjny – nie był ze względów gospodarczych zbyt przychylnie nastawiony do Żydów. Żydzi mogli nabywać grunty. Z początku odbywało się to z reguły w ten sposób, że najpierw jakiś Chrześcijanin musiał użyczyć swojego nazwiska, by działać w imieniu Żyda jako kupiec. Kupować domy na własne nazwisko mogli jedynie Żydzi ze specjalnymi przywilejami, nabywając przez to automatycznie prawa obywatelskie, nawet wtedy, gdy – jak zdarzyło się to w Brzegu – 3 miesiące później dom taki miałby być sprzedany (ma się rozumieć z 15%-wym zyskiem!). Tym sposobem już w początkowym okresie postępującej emancypacji wiele śródmiejskich gruntów przeszło w ręce żydowskie.
W roku 1810 Brzeg liczył 377 domów i 7084 mieszkańców, w tym 305 (4,3%) Żydów. W latach 1811/12 – większa liczba Żydów otrzymała prawa obywatelskie. Mogli dzięki temu od zaraz pełnić urzędy akademickie, szkolne, nauczycielskie i gminne (administracyjne), nabywać bez ograniczeń ziemię, posiadali wolność wyboru miejsca osiedlenia i musieli przyjąć nazwisko. W roku1882 – Brzeg liczył (zapis umieszczony w gałce południowej wieży kościoła św. Mikołaja) 9.499 mieszkańców, w tym 6.559 ewangelików, 2.514 katolików i 426 żydowskich współobywateli.
W roku 1938 brzeska gmina żydowska liczyła już tylko 160 członków. 60 mężczyzn i 9 kobiet pracowało zarobkowo, w tym 37 kupców, 9 urzędników, 4 handlowców, po 3 handlarzy koni i bydła, restauratorzy i sprzedawcy, po 2 handlarzy tekstylnych i maklerów. Po wprowadzeniu zakazu przystępowania do egzaminu dojrzałości Żydzi nie mogli w ogóle wstępować na wyższe uczelnie. Początkowo żydowskich nauczycieli i urzędników pozostawiano jeszcze na zajmowanych stanowiskach, jeśli brali udział w pierwszej wojnie światowej i walczyli w co najmniej 2 bitwach, co musiało być poświadczone. Później zwolniono wszystkich żydowskich urzędników bez wyjątku, ograniczając im jednocześnie możliwości działalności gospodarczej. Po początkowym bojkocie żydowskich sklepów nastąpiło wywłaszczenie przedsiębiorstw i „Noc kryształowa” 9.11.1938. „Gwiazda żydowska”, którą musieli nosić poza domem oznaczała napiętnowanie. Również w Brzegu zniszczono wyposażenie synagogi, a żydowską własność wyrzucono na ulicę, jednak nie doszło tu do dalszych ekscesów i przelewu krwi. Tyle podaje „Nowożytna historia Brzegu“ Wernera Irrganga. Kirschbaum nie wie co się stało ze 160 osobami z brzeskiej gminy żydowskiej. Jedni mówią, że wywieziono ich około 1940 do Generalnego Gubernatorstwa gdzie później ich zgładzono w jednym z ośrodków zagłady. Synagoga do 1940 mimo dewastacji zachowała swój charakter:

458px-Brzeg-synagoga-sprzed1940.jpg

Po roku 1940 została przebudowana na budynek mieszkalny i tak jest do tej pory:

800px-Brzeg-synagoga-wsch.jpg

Ale to tylko poszlaka. Inne opracowania historyków wskazują na to, że jak wielu innych Żydów, obywateli niemieckich, także Żydzi brzescy zostali wywiezieni do obozów koncentracyjnych. Obozem dla Śląska w tym czasie był Buchenwald. Brakuje jednak na to niezbitych dowodów, nazwisk, list osób. Ktokolwiek by mógł pomóc, jest mile widziany.

Podziękowania za pomoc zechca przyjąć członkowie www.forumbrzeg.pl, internetowego społeczeństwa miasta Brzegu: tadjurek, Lotnik, Dziedzic_Pruski, Brzeski oraz Dareois


  • RSS