Ponury podmuch uderzył getto. Żądają od nas abyśmy zrezygnowali z tego co mamy najlepszego – naszych dzieci i Starszych. Nie mogłem mieć własnych dzieci, więc oddałem swoje najlepsze lata dzieciom. Żyłem i oddychałem z dziećmi, nigdy nie wyobrażałem sobie, że będę musiał uczynić tę ofiarę na ołtarzu własnymi dłońmi. W moim wieku, muszę rozłożyć ręce i błagać: Bracia i siostry! Oddajcie mi je! Ojcowie i matki –dajcie mi swoje dzieci!

Miałem przeczucie, że coś się szykuje za naszymi plecami. Antycypowałem coś i zawsze byłem jak strażnik – na służbie aby temu czemuś zapobiegać. Ale to było nieskuteczne ponieważ nie wiedziałem co nam zagraża. Wzięcie chorych ze szpitali zaskoczyło mnie zupełnie. I daję wam najlepszy dowód tego: miałem tam swoich najbliższych i najdroższych i nie mogłem nic dla nich zrobić!

Myślałem, że to będzie koniec tego wszystkiego, że po tym, zostawią nas w spokoju, spokoju za którym tak tęskniłem, dla którego zawsze pracowałem, który był moim celem. Ale coś innego było nam przeznaczone. Taki jest los Żydów – zawsze więcej cierpienia i zawsze coraz trudniejszego do zniesienia cierpienia, szczególnie w czasie wojny.

Wczoraj popołudniu dali mi rozkaz wysłania więcej niż 20.000 Żydów poza getto a jeśli nie „My to zrobimy”. Pytanie jakie powstało to czy powinniśmy to wziąć na siebie, zrobić to sami, czy zostawić to innym do zrobienia?” Więc , my – to znaczy Ja i moi najbliżsi współpracownicy pomyśleliśmy najpierw nie o tym ilu zniknie ale jak wielu jest możliwe ocalić. I doszliśmy do konkluzji, że jakby nie było to dla nas trudne, powinniśmy wcielić ten rozkaz w życie własnymi rękami.

Muszę przygotować tę trudną i krwawą operację, muszę odciąć gałęzie aby ocalić pień. Muszę zabrać dzieci, ponieważ jeżeli tego nie zrobię, inni mogą być także zabrani – Broń boże.

Nie mam dla Was dzisiaj , żadnego pocieszenia. Ani nie życzę sobie aby was uspokoić. Musze przyjąć na siebie całą złość i ból. Przyszedłem do was jak złoczyńca zabrać wam to, co jest hołubicie najbardziej w waszych sercach.
Próbowałem, używając wszystkich możliwości aby ten rozkaz został odwołany. Próbowałem ale kiedy okazało się to niemożliwe – złagodzić rozkaz. Jeszcze wczoraj dostarczyłem listę dzieci w wieku 9 lat i chciałem ocalić chociażby tą jedną grupę wiekową dziewięciu i dziesięciolatków. Ale nie miałem pewności co do ustępstw i tylko w jednym punkcie odniosłem sukces, w ocaleniu dzieci powyżej dziesiątego roku życia. Niech to będzie pocieszeniem w naszej głębokiej żałobie.

Jest w getcie wielu pacjentów, którzy oczekuję że przeżyją najwyżej kilka dni więcej, może kilka tygodni. Nie wiem czy ten pomysł jest szatański czy nie, ale muszę powiedzieć to: „Oddajcie mi chorych. W ich miejsce możemy ocalić zdrowych”

Wiem jak drodzy są chorzy w każdej rodzinie a szczególnie dla Żydów. Jednakże kiedy czynione są okrutne żądania, ktoś musi zważyć i zmierzyć: kogo się powinno, można i da ocalić? I zdrowy rozsądek mówi, że trzeba ocalić tych których da się ocalić i tych którzy mają szansę na ratunek a nie tych, których nie dałoby się ocalić w żadnym razie…

Przypominam wam, że żyjemy w getcie. Żyjemy wśród takich ograniczeń, że nie mamy nawet dla zdrowych a co dopiero dla chorych. Każdy z nas karmi chorych płacąc własnym zdrowiem, oddajemy nasz chleb chorym. Dajemy im nasze skromne racje cukru, nasz niewielki kawałek mięsa. I jaki jest rezultat? To nie jest dość żeby wyleczyć chorego i sami popadamy w chorobę. Oczywiście takie poświęcenia są najpiękniejsze i szlachetne. Jednakże są czasy które kiedy trzeba wybrać, poświęcić chorych którzy nie maja najmniejszej szansy na wydobrzenie i także czynią innych chorymi, czy ratować zdrowych.

Nie mogę rozważać tego problemu zbyt długo, ja go rozwiązują na korzyść zdrowych. W tym duchu dałem odpowiednie instrukcje lekarzom i oczekuję od nich aby dostarczyli niewyleczalnych pacjentów, dzięki czemu zdrowi którzy chcą i są zdolni do życia będą ocaleni w miejsce chorych.

Rozumiem was, matki, widzę wasze łzy. I tak samo czuję co wy czujecie w waszych sercach wy, ojcowie, którzy musicie wstawać do pracy wna nastepny dzień po tym, kiedy wasze dzieci będą wam zabrane, kiedy jeszcze wczoraj bawiliście ze swoimi drogimi maluchami. To wszystko wiem i czuję. Od czwartej popołudniu wczoraj, kiedy pierwszy raz dowiedziałem się o rozkazie jestem zupełnie zdruzgotany. Dzielę wasz ból. Cierpię z powodu waszej boleści i nie wiem jak to przeżyję – ale muszę znaleźć siły aby to uczynić.

Wyjawię wam tajemnicę. Oni zażądali 24.000 ofiar, po 3.000 na każdy z ośmiu dni. I wygrałem redukcję liczby do 20.000 ale tylko na warunkach, że będą to dzieci do 10 lat. Dziesięciolatki i starsze są bezpieczne! Jednak dzieci i starsi to tylko około 13.000 dusz, więc różnicę musimy wyrównać chorymi. Ledwo mogę mówić. Jestem wykończony. Chcę wam tylko powiedzieć o co was proszę – pomóżcie mi przeprowadzić te akcję. Drżę i obawiam się, że inni – Bo…że broń, mogą to zrobić sami. Złamany Żyd stoi przed wami. Nie zazdrośćcie mi. To jest najtrudniejszy ze wszystkich rozkazów jaki musiałem kiedykolwiek wydać. Wyciąga do was moje złamane, trzęsące się ręce i błagam: dajcie tym rękom ofiary! Tylko tak możemy zapobiec przyszłym cierpieniom i zbiorowość 100.000 Żydów może być zachowana. Obiecali mi, że jeżeli dostarczymy ofiary naszymi rękoma, będzie pokój!

[krzyki z tłumu o innych możliwościach, niektórzy mówią „Nie damy dzieciom iść saotnie – wszyscy pójdziemy!!!” i temu podobne]

To są puste słowa! Nie mam siły się z Wami kłócić! Jeżeli władze tutaj przybędą nikt z was nie będzie krzyczał! Rozumiem co to znaczy oderwać część ciała. Wczoraj błagałem na kolanach ale to nie pomogło. Wy, przybyli w małych wiosek z żydowskimi społecznościami liczącymi 7.000 czy 8.000 czy ledwo 1.000 – co jest lepsze? Czego chcecie? Żeby 80 czy 90.000 Żydów pozostało czy – Boże broń – żeby cała populacja była unicestwiona?

Możecie to cenić tak, jak chcecie, moja rola to zachować pozostałych Żydów. Nie mówię do gorących głów. Mówię do waszego rozsądku i sumienia. Robiłem wszystko i nadal będę robił wszystko co jest możliwe żeby trzymać przemoc z dala od ulicy i rozlewu krwi. Rozkaz nie może być niewykonany, może być tylko zredukowany.

Trzeba mieć serce złoczyńcy by prosić o to, o co proszę. Ale spróbujcie postawić się w moim miejscu i dojsc do konkluzji do jakiej doszedłem w jakikolwiek inny sposób. Część która może być ocalona jest o wiele większa niż ta, która musi być oddana!