17 września 1954 roku „Prawda” opublikowała depeszę agencji TASS, że 14 wrzesnia przeprowadzono na terenie ZSRR unikalne ćwiczenia i manewry.
„W ostatnich dniach zgodnie z planem, na terytorium ZSRR przeprowadzono próbę jednego z rodzajów broni jądrowej. Celem próby było zbadanie przebiegu wybuchu atomowego. Doświadczenie dało cenne rezultaty, które pomogą naukowcom i inżynierom pomyślnie rozwiązać zadania z zakresu obrony przed atakiem nuklearnym.”
Jakiego typu było to doświadczenie, które przeprowadzono w okręgu oranienburskim, na poligonie Tockoje mówią świadkowie a także autorzy kilku wzmianek – m.in. Wiktor Suworow w książce „Cień zwycięstwa”, napomyka o tym także oficer łącznikowy przy Układzie Warszawskim Tadeusz Pióro w książce „Armia ze skazą”. Otóż na poligonie oprócz sprzętu wojskowego, okopów, zwierząt hodowlanych w terenie otwartym i pomieszczeniach znalazło się około 45 do 60 tysięcy żołnierzy wszystkich rodzajów sił zbrojnych podzielonych formalnie na dwie armie z których jedna miała ćwiczyć obronę w warunkach wojny atomowej a druga atak poprowadzony poprzez epicentrum wybuchu. W róznych typach umocnień pozamykano rowniez w charakterze hodowlanych świnek morskich zeków, czyli więźniów. 14 września samolot Tu4 zrzucił z wysokości 8000 metrów bombę o mocy 40 KT (dwa razy więcej niż bomba zrzucona na Hiroszimę) która eksplodowała 3590 metrów nad ziemia niszcząc wszystko w promieniu 1500 metrów. Ludzie byli dalej. Piechota w odkrytych okopach. Strój ochronny to był impregnowany brezent i maski przeciwgazowe lub przeciwpyłowe. Po przejściu fali uderzeniowej obie „strony” rozpoczęły manewry. Nikt nie chronił się przed padającym z nieba radioaktywnym pyłem, nikt nie odkażał terenu, nie dezaktywował sprzętu. Skażenie było tak wysokie, że wysiadła aparatura pomiarowa, licznikom Geigera skończyła się skala. W miejscu przeprowadzonych ćwiczeń stoi do dzisiaj tablica ku czci Marszałka Georgija Żukowa i ku czci tych manewrów. Wszyscy żołnierze biorący udział w eksperymencie otrzymali fałszywe dokumenty potwierdzające, że w tym czasie służyli w zupełnie innych miejscach, wszyscy zostali zmuszeni do podpisania zobowiązań milczenia przez 25 lat. I słusznie, po 25 latach mało kto z nich żył, żyły natomiast i żyją do dzisiaj dzieci i dzieci ich dzieci – z wodogłowie, rodzące się od raz zaawansowanym rakiem, zrzeszotnieniem kości, zanikiem mięśni. Nikt tym ludziom nie powiedział, że lepiej żeby nie płodzili dzieci, wiekszosc z nich zresztą, jako pierwsze objawy choroby popromiennej cierpiała na impotencję. Wielu zapadało na te chorobe w ostrej formie jeszcze na poligonie. Najsilniejsi trzymali się latami. Nie mogli jednak powiedzuiec lekarzom nic ciekawego o swoich schorzeniach, natychmiast bowiem byliby aresztowani lub uznani za wariatów. Wszakże ich dokumenty mówiły niezbicie co innego. A co znaczyła bumaga w ZSRR – to wie chyba jeszcze każdy.
Doświadczenie nie posłuzyło więc medycynie, wykazalo natomiast na wielkiej próbce i ponad wszelka wątpliwość, że człowiek, takżę radziecki człowiek – nie jest odporny na wybuch jądrowy.
To samo wykazało zrzucenie bomb na Nagasaki i Hiroszimę, 9 lat wcześniej.

Marszałek Żukow dowodził z terenu nieobjętego atakiem jądrowym. Na swoje sześćdziesiąte urodziny , w roku 1956 – przyznał sam sobie czwarty tytuł Bohatera Związku Radzieckiego.

Otrzymał też z rak rządu polskiego Krzyż Wielki orderu Virtuti Militari. Hańba Bohaterom.