radek-kirschbaum blog

Ziemio nie kryj niczyjej krwi, iżby lament nie ustawał

Wpisy z okresu: 9.2006

Polski Obóz Koncentracyjny w Jaworznie

W czasie II wojny światowej w Jaworznie znajdował się podobóz obozu koncentracyjnego Auschwitz, którego więźniowie pracowali w jaworznickich kopalniach (SS-Lager Dachsgrube). Po wojnie owa jednostka organizacyjna przejęta została przez polski Urząd Bezpieczeństwa Publicznego i funkcjonowała pod nazwą „Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie”. Obóz działał nadal i był miejscem więzienia dla niemieckich jeńców wojennych, potem Volksdeutschów. Następnie było to miejsce odosobnienia dla Ukraińców oraz polskich Łemków, wysiedlanych z rejonów wschodniej Polski w ramach „Akcji Wisła”. Z tych też powodów miejsce to stało się niechlubną kartą polskiej powojennej historii, gdyż naród męczenników, doświadczony i wyniszczony wojną, stał się sam oprawcą i katem dla niewielkich mniejszości narodowych, które w żaden sposób nie mogły zagrozić suwerenności ani jego bezpieczeństwu wewnętrznemu.
Decyzję o osadzeniu w tym obozie osób narodowości ukraińskiej zatrzymanych w ramach akcji Wisła podjęło najprawdopodobniej Biuro Polityczne KC PPR, na posiedzeniu w dniu 23 kwietnia 1947 r. Był to w zasadzie jedyny nadający się do tego celu obóz, gdyż obóz w Potulicach (województwo pomorskie) był zbyt odległy. Ponadto w pobliskim Oświęcimiu znajdował się rozbudowany system bocznic kolejowych, który umożliwiał równoczesne przyjmowanie kilku transportów ewakuowanej ludności, przeprowadzanie jej kontroli i dokonywanie rozdziału zgodnie z miejscem przeznaczenia. Wypędzeni więc ze swej ojcowizny Ukraińcy i Łemkowie, jadać do swego obozu koncentracyjnego, mijali bocznice kolejowe, którymi jechały wagony do Auschwitz i Brzezinki. Może fakt ten nie stanowi paradoksu historycznego lecz jest dowodem na to, iż eksterminacja stała się jednym z najpotworniejszych wynalazków XX wieku a ofiary szybko skuteczności tej metody nauczyły się od swoich katów i od „braci ze wschodu”.
Pierwszy transport przyszedł do Jaworzna 9 V 1947 r. z Oświęcimia. Przewieziono wówczas pierwszą grupę 17 więźniów. Osadzono ich w wyodrębnionej części obozu. W sumie w 1947 r. osadzono w nim 3760 osób. Rozkazy przyjęcia pochodziły z Powiatowych Urzędów Bezpieczeństwa Publicznego we Włodawie, Krośnie, Lubaczowie, Jaśle, Sanoku, Przemyślu, Jarosławiu, Rzeszowie, Gorlicach, Tomaszowie Lubelskim.
Na terenie obozu działała grupa śledcza Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Oficerowie tej grupy prowadzili postępowania przygotowawcze wobec osób podejrzewanych o przynależność do UPA lub udzielanie jej pomocy. Więzionych mężczyzn osadzano w pięciu barakach, a kobiety w dwóch. W barakach wyodrębniono po trzy pomieszczenia, zabudowane trzypiętrowymi pryczami. Brakowało sienników, słomy i koców. Zimą opalano baraki małymi piecykami. System zabezpieczenia obozu składał się z 12 murowanych wież strażniczych, wyposażonych w broń maszynową i reflektory, podwójnego pasa drutów podłączonych do prądu wysokiego napięcia oraz 5-metrowej wysokości muru wybudowanego po wojnie od strony szosy Kraków-Katowice.
W obozie funkcjonowały warsztaty krawieckie i szewskie, produkujące na rzecz Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego. Część więźniów zatrudniano również przy niwelacji terenu i budowie muru oraz w pobliskich zakładach przemysłowych. Praca nie była wynagradzana, a wiązała się z nią jedynie możliwość uzyskania dodatkowych racji żywnościowych. Porcje żywnościowe były głodowe i miały bardzo małą wartość odżywczą. O warunkach panujących w obozie świadczą raporty Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, nawet one nie ukrywają prawdy o nieludzkich warunkach: – …Więźniowie jedzą surowe ziemniaki, niemyte, buraki, marchew, w które to produkty zaopatrują się będąc użytymi przy wyładowywaniu wagonów. Baraki „UPA” są nieco przeludnione, ponadto odczuwa się brak słomy. Ukraińcy są pozbawieni w większości wypadków bielizny i ubrań, co też uniemożliwia im mycie codzienne, posiadane zaś ubrania są w tak opłakanym stanie, że nie mogą opuścić baraku…
Materiały COP w Jaworznie z tat 1947 i 1948 r. wykazały, iż w obozie umieszczono łącznie 3873 osoby narodowości ukraińskiej, w tym 916 kobiet i dziewcząt oraz 107 dzieci w wieku do 17 lat, zwolniono do domów 529 osób, a w transportach kierowanych do nowych miejsc osiedlenia wysłano 2385 osób. W obozie zmarło 158 osób. W stosunku do 660 osób skierowano akty oskarżenia do Wojskowych Sądów Rejonowych. 8 osób przekazano do dyspozycji urzędów bezpieczeństwa. W Księgach brak zapisów odnośnie do losu 33 osób. Ustalono, iż wśród osadzonych było 85 przedstawicieli inteligencji (księża, inżynierowie, nauczyciele, urzędnicy, artyści itd.). Pozostali to chłopi, robotnicy, rzemieślnicy i uczniowie.
W COP Jaworzno istniał rozbudowany system kar za najdrobniejsze nawet przewinienia; egzekwowali je głównie więźniowie funkcyjni i funkcjonariusze KBW. Spośród kar wyróżnić można:
- długotrwałe bieganie, czołganie się, skakanie tzw. żabką,
- karne stójki, połączone często z trzymaniem – obciążonych cegłami – rąk nad głową,
- osadzanie w karcerze wypełnionym wodą,
- przepędzanie więźniów pomiędzy dwoma rzędami funkcjonariuszy obozowych i więźniów funkcyjnych, którzy bili pędzonych pałkami, prętami i deskami; tę formę kary nazywano „ukraińskimi procesjami”,
- bicie osadzonych różnymi przedmiotami.
Podane przykłady wskazują, iż nad osadzonymi znęcali się zarówno strażnicy, jak i współwięźniowie.
Niezależnie od tego śledztwo dowiodło, że wobec więźniów dopuszczali się tortur również funkcjonariusze z grupy śledczej Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego.
Ich przestępcze działania polegały na:
- biciu przesłuchiwanych rękami, pięściami i kopaniu po całym ciele,
- używaniu do bicia niebezpiecznych narzędzi w rodzaju pałek gumowych, metalowych prętów, desek, kabli, nóg od stołków,
- porażaniu prądem elektrycznym,
- polewaniu zimną wodą, wlewaniu jej do ust i nosa,
- wbijaniu szpilek w ciało,
- długotrwałym sadzaniu na nodze odwróconego stołka.
W

Warszawska ukraińska gazeta „Nasze Słowo” Nr 12 i 13 z 1990 roku publikuje opracowanie Jewhena Misyły na temat tego obozu. Czytamy w niej : „po raz pierwszy publikujemy spis nazwisk Ukraińców, którzy w latach 1947-1948 zostali zabici lub zamęczeni w obozie koncentracyjnym w Jaworznie. W rezultacie prowadzonych w ciągu kilku lat poszukiwań dotychczas ustalono 150 nazwisk ofiar. Wiadomo jednak że w obozie zginęło o wiele więcej ludzi..”
W spisie ofiar obozu koncentracyjnego w Jaworznie są nazwiska 144 mężczyzn, 4 kobiet oraz 15-letniego chłopca…
Najwięcej ludzi zginęło w listopadzie (33) oraz w grudniu (43) 1947 roku. Ich w sposób nieprawdopodobny konsekwentnie torturowano i morzono głodem, a dobiło ich zimno i niepohamowane choroby…” .

W 1949 r. Centralny Obóz Pracy przekształcono w ośrodek pracy przymusowej m.in. więziono wówczas żołnierzy AK i UPA. Obóz uległ likwidacji w związku z rozbudową Jaworzna. Więźniowie zostali przeniesieni do zakładu karnego w Iławie.

Dariusz Pado

Materiały – źródła IPN.

Jaworzno z lotu ptaka

1.jpg

[foto: www.jaworzno.pl]

030513172340.jpg [fot. www.wizna.pl]

Wojciech Boros
CIĘZKO RANNY KAPITAN RAGINIS PODEJMUJE DECYZJĘ

Ledwie widzę na oczy. Dym przegryza wszystko.
Straszny jest ten wrześniowy upał. Trzymam się zawleczki.
To metalowe kółeczko pozwala mi zrozumieć kolej rzeczy.

Idźcie już, chłopcy. Wy musicie przetrwać.
Ja w tym schronie zaczekam na lepsze czasy.
Idźcie już – ta cisza nie będzie trwać wiecznie.

***

Kapitan Raginis urodził się 27.06.1908 w Dyneburgu na Łotwie, ukończył Szkołę Podchorązych w Ostrowi Mazowieckiej, w 1939 w formie wyróznienia dostał awans na kapitana i został przeniesiony do Korpusu Ochrony Pogranicza na odcinek „Sarny”. W ramach mobilizacji
dnia 2 września 1939 roku został mianowany dowódcą odcinka „Wizna” i został podporządkowany dowódcy twierdzy Osowiec podpułkownikowi Tadeuszowi Tabaczyńskiemu. Zadaniem Raginisa było zamknięcie przeprawy, na rzekach Narew i Biebrza, w granicach odcinka. W chwili objęcia dowodzenia Raginis dysponował następującymi siłami:
• 8 kompania strzelecka 135 pułku piechoty, wzmocniona plutonem ciężkich karabinów maszynowych – dowódca kapitan Schmidt
• 3 kompania ciężkich karabinów maszynowych batalionu fortecznego Osowiec – dowódca kapitan Władysław Raginis
• bateria artylerii pozycyjnej ( dwa plutony armat 76 mm) – dowódca porucznik Brykalski
• 136 rezerwowa kompania saperów
• pluton artylerii piechoty z 71 pułku piechoty
• pluton zwiadowców konnych 135 pułku piechoty
• pluton pionierów 71 pułku piechoty
Łączny stan osobowy wynosił 20 oficerów i 700 szeregowców, uzbrojonych w sześć dział lekkich, dwadzieścia cztery ciężkie karabiny maszynowe, osiemnaście ręcznych karabinów maszynowych, dwa karabiny przeciwpancerne.
Razem z dowódcą odcinka „Giełczyn”, porucznikiem Stanisławem Brykalskim, powzieli wzajemną przysięgę, że żywi nie oddadzą powierzonej im pozycji.
Między 7 a 10 września na samotne oddziały pod dowództwem kapitana Raginisa wyszły cztery wielkie jednostki niemieckie z XIX Korpusu Pancernego pod dowództwem generała Heinza Guderiana – 20 Dywizja Zmotoryzowana, Brygada Froteczna Lotzen, oraz 3 i 10 Dywizja Pancerne, razem siły niemieckie liczyły około 42 000 żołnierzy, w tym ponad 1200 oficerów. Dywizje niemieckie posiadały następujące uzbrojenie: 350 czołgów, 108 haubic, 58 dział lekkich, 195 dział przeciwpancernych, 108 moździerzy, 188 granatników, 288 ciężkich karabinów maszynowych, 689 ręcznych karabinów maszynowych. Przewaga w ludziach wynosiła 60:1 na korzysc Niemców.
Kombinowany oddział kapuitana Raginisa bronił umocnień i tyłów całej armii polskiej pozbawiony łączności i pomocy własnego dowództwa między 7 a 10 września zatrzymując owe sześćdziesięciokrotnie przeważające siły niemieckie. Mimo przewagi Niemcy musieli wyrzynać załogę po zalodze, schron po schronie. Porucznik Stanisław Brykalski dopełnił swojej przysięgi 9 września, zginął na stanowisku bojowym, kiedy nie dało się więcej strzelać ze schronów, pozbawionych wentylacji i wyniesiono broń do okopów.
U Niemców rosła rycerska irytacja, którą obrazowo opisuje jeden z obrońców odcinka „Kurpiki” Kapitan Wacław Schmidt : „ Około godziny 15 straciłem pierwszy ckm i zostałem tak oślepiony, że straciłem wzrok. Do godziny 18 nieprzyjaciel uszkodził wszystką broń maszynową w obiekcie, raniąc ciężko mnie i pięciu szeregowców. Stan rannych w jednej zupełnie ciemnej izbie wśród stłoczonych dwudziestu sześciu ludzi stale się pogarszał, broni maszynowej już nie było… Zdecydowałem się poddać obiekt. Każdy żołnierz jak również i ranni, który wydostał się przez wyjście zapasowe został przez żołnierzy niemieckich dotkliwie skopany i pobity. Wychodząc przedostatni ze schronu dostałem postrzał w głowę z pistoletu. Następnie gdy straciłem świadomość, zostałem jak mi opowiadano skopany.”

10 wrzesnia koło południa generał Heinz Guderian miał ostatecznie dosyć. Zirytowany do granic wytrzymałości niemieckiego oficera postanowił zaszantażować polskiego dowódcę – albo ostatni schron na Strękowej Górze się podda, albo po zdobyciu schronu wszyscy obrońcy, cali i ranni, także ci wzięci wcześniej do niewoli zostaną rozstrzelani. Dał na to może nawet słowo honoru oficera wehrmachtu, kto wie.

I wtedy kapitan Raginis – wcześniej tego samego dnia ciężko ranny odłamkami pocisku artyleryjskiego w głowę i tułów – podejmuje decyzję.


  • RSS