Późną wiosną 1940 roku zamek Hartheim w górnej Austrii został potajemnie przebudowany na zakład służący zabijaniu osób upośledzonych umysłowo. Osoby takie uznane jako niepełnowartościowe, jako istnienia zbędne były przeznaczone jako pierwsze do wykluczenia i likiwidacji w rosnącej w krzepkość i aryjskość III Rzeszy. Idiotów przewożono autobusami niemieckiej poczty z zamalowanymi szybami, tak żeby do ostatniej chwili nie wiedzieli dokąd i po co jadą. Hartheim liczyło wówczas 200 mieszkańców a zamek stał po środku wioski i zabudowań gospodarczych. Codziennie przez wioskę do zamku wjeżdżały dwa lub trzy autokary pełne wariatów, ale nikt nie wychodził a zamek wciąż był pusty, jakby nikt w nim nie mieszkał. W całej wsi czuć było trupi fetor a tłusta sadza nader często wpadała przez okna do domów, osobliwie w porze obiadu, psując dobry nastrój i obniżając apetyt mieszkańców. W roku 1940 w Hartheim zagazowano co najmniej 10 tysięcy wariatów. Ich trupy palono po uprzednim zbadaniu, wyrwaniu zębów i koronek. Niespalone resztki wywożono ciężarówką do Dunaju, aczkolwiek wylewna rzeka lubiła zawracać czaszki, kości, młynki do mielenia kości wprowadzono na wyposażenie ośrodków zbyt późno, aby sprawa się nie wydała. To a także wystąpienia biskupa Westfalii Clemensa Galena, błędy w zacieraniu śladów mordu oraz to, że ciągłe zwożenie kolejnych transportów autobusami pocztowymi nie przyczyniało się do zapełniania Hartheim czy podobnych ośrodków w Hadamar i Sonnenstein doprowadziło do podejrzeń a w końcu protestów społeczności Niemiec i Austrii i doszło do potajemnego zawieszenia planu mordu eugenicznego zwanego akcją T4 (od numeru Tiergartenstrasse przy której mieściła się centrala operacji).

biggraubus.jpg

Ale autobusy nie przestały kursować, tylko kursowały rzadziej a cała akcja była teraz lepiej maskowana. Nadal jednak wołanie „autobus jedzie” znaczyło tyle co „śmierć”. To w tej akcji T4 pierwsze szlify morderców zdobywali między innymi Christian Wirth i Franz Stangl. Akcja T4 chociaż nie porażająca jeszcze liczbami tak jak cyfry dotyczące Treblinki, Bełżca, Chełma nad Nerem nazywana jest „szkołą zabijania”. Tutaj powstały prototypy urządzeń, zostały wypróbowane procedury ogłupiania i mylenia instynktu ofiar.

bigsogas.jpg

Pielęgniarz Franz Sitter z Ybbs jesienią 1940 roku odmówił pracy w Hartheim mimo gróźb i nalegań Christiana Wirtha (późniejszego komendanta Bełżca) oraz dr. Lonauera – po dziesięciu dniach pracy w Hartheim – odszedł z pracy, bez żadnych konsekwencji.
Jednym z nielicznych dowodów zbrodniczej działalności Zamku Harthiem jest zdjęcie dymiącego komina krematorium jakie z narażeniem życia zrobił w czasie wojny, mieszkający wraz z rodziną u podnóża Zamku Karl Schumann.
Według T.Matzka uprawnione są przypuszczenia że w Hartheim w latach po wstrzymaniu akcji mordu eugenicznego, do dzisiaj nazywanego mylnie eutanazją likiwdowano na szeroką skalę nie tylko umysłowo chorych (bowiem ta akcja eksterminacji trwała do kończ wojny) ale także chorych więźniów z Mathausen oraz ciężko i nieodwracalnie okaleczonych w walkach na froncie żołnierzy Wehrmachtu. Według ostrożnych szacunków w czasie działalności Hartheim zagazowanych i spalonych zostało około 30 tysięcy „zbędnych istnień”. Przy wschodniej ścianie zamku do dzisiaj wydobywa się z ziemi ludzkie prochy, które są nie do policzenia.

Biskup Galen w kazaniu 3 sierpnia 1941 roku za T. Matzkiem („Zamek śmierci – Hartheim” s. 155): „Ktoś zawyrokował: oni nie są w stanie już produkować dóbr, są jak stara maszyna, która przestała działać, jak stary koń, który na dobre okulał, są jak krowa, która nie daje już mleka. Co się robi z taka maszyną? Wyrzuca się na złom. [...] Tu przecież nie chodzi o konia i krowę, tu chodzi o ludzi, naszych bliźnich, o nasze siostry i naszych braci.”

bighartheim2.jpg
[fot. Karl Schumann]

Vinzez Nohel, palacz w Hartheim razem z kolegami przyglądał się ciałom podczas palenia. Popijając piwo lub wódkę rozważali dlaczego niektóre ciała w temperaturze 800 stopni spalają się wolniej a inne szybciej. To pewnie była kwestia tłuszczu, tak to chłopcy sobie tłumaczyli. Dlatego kobiety miały się palić szybciej od mężczyzn. (za T.Matzek, str.84)