Łęczna to dawna osada targowa ze wzgórzem, ruinami zamku i trzema połączonymi rynkami. Na jednym z nich we framudze ocalałego domu żydowskiego wciąż można dotknąć podłużnego wgłębienia po mezuzie. Siedemdziesiąt lat temu tkwiło w tym otworze pudełeczko z kawałkiem pergaminu – fragmentem modlitwy Szma. Mezuza strzegła domowników, którzy ją całowali przy wychodzeniu i powrocie, odstraszała demony i dybuki.
Z rynku dochodzi się do ulicy Bożniczej, gdzie stoi przykryta łamanym dachem barokowa synagoga (została obniżona, gdyż dorównywała wysokością miejscowemu kościołowi).

fo_leczna1_jpg
[fot. za www.diapozytyw.pl]

W sali modlitw ocalał aron ha – kodesz (szafa ołtarzowa do przechowywania zwojów Tory) i czterokolumnowa bima (kazalnica) w kształcie wieży. Na Lubelszczyźnie w zaledwie kilku bóżnicach przetrwał wystrój wnętrza sali modlitw, a wiele świątyń całkowicie i nieodwracalnie zmieniło swój charakter. Powstały w nich po wojnie przedszkola, remizy, kluby, kina, magazyny, czasem domy kultury, biblioteki, muzea.

fo_leczna2_jpg
[fot. za www.diapozytyw.pl]

Wiele przedmiotów zebranych na wystawie w bóżnicy ma własną historię – niektóre znaleziono na strychach starych domów, w zapomnianych walizkach i kufrach, inne nawet w zamarzniętych kałużach i na śmietniskach. W tym zbiorze zwracają uwagę dekorowane pojemniki na etrog (aromatyczną cytrynę przynoszoną do synagogi w Święto Szałasów), kłódka grobowa, puchar Bractwa Pogrzebowego i grzebień z przybornika służącego do oczyszczania zwłok. Są tu też pamiątki osobiste – zaproszenie „Na uroczystość zaślubin panny Feli Balterówny z panem Samsonem Sorokim” z 1933 roku i wisiorek – perfumierka, dekorowany turkusami, z dedykacją od „babci i dziadka” dla młodej żydowskiej dziewczyny.
Tuż obok znajduje się jednokondygnacyjna Mała Synagoga z XIX wieku. Służyła jako bóżnica, szkoła dla chłopców, miejsce dysput. We wnętrzu, gdzie dziś znajduje się biblioteka, znaleziono niedawno zamurowaną kamienną umywalnię do rytualnego obmywania rąk i malowidła ścienne. Ocalona polichromia niestety na długo pozostanie pod grubą warstwą tynku, ponieważ projekt centralnego ogrzewania uniemożliwia jej odsłonięcie.
Opuszczając Łęczną, mijam kępę drzew – to wszystko, co pozostało po dawnym cmentarzu żydowskim, na którym spoczął zmarły w 1843 roku cadyk Szlomo Jehuda Leib zwany Łęcznerem. W „Opowieściach chasydów” zapisano o nim taką historię:
” Kiedy syn rabbiego z Łęcznej był jeszcze chłopcem, widział pewnego razu modlącego się rabbiego Icchaka z Warki. Zdumiony, pobiegł do ojca i zapytał, jak to się dzieje, że taki cadyk modli się cicho i spokojnie, bez wszelkich zewnętrznych oznak zachwycenia. – Kto nie potrafi pływać – odrzekł ojciec – ten, chcąc utrzymać się na wodzie, musi wykonywać gwałtowne ruchy. Pływak doskonały leży bez ruchu, a woda sama go unosi.”
Na kirkucie przetrwały zaledwie dwa nagrobki. Po wojnie wznoszono z ocalałych stel obory, progi, schody, drogi. Ponoć chłopi wierzyli, że macewa wmurowana w chlew lub oborę przyniesie im szczęście. Staraniem Ewy Leśniewskiej zarządzającej mieszczącym się w bóżnicy muzeum zebrano przy murze świątyni fragmenty ponad czterdziestu zniszczonych nagrobków.

Nota przygotowana przez Joannę Wajs.