radek-kirschbaum blog

Ziemio nie kryj niczyjej krwi, iżby lament nie ustawał

Wpisy z okresu: 9.2005

8559.jpg

Eugeniusz Schummer Szermentowski – przedwojenny dziennikarz, publicysta i literat, z wykształcenia prawnik. W czasie wojny mieszkał w Warszawie, więziony czasowo na Pawiaku, gdzie w wyniku tortur częściowo utracił słuch. W dniu wybuchu Powstania prowadził księgarnię. Mieszkał na Żoliborzu. Jego dziennik z Powstania Warszawskiego kończy się na 29 września, aczkolwiek jest to notatka odtworzona już w obozie w Pruszkowie. Rzecz kończy się tak:
„Zamykam zeszyt w ceratowej okładce. Na dziś dosyć. Z tych, co ocaleli, także nikt już prawie nie żyje. Halszka S. otruła się w Pyrach. Przeżyła Kajmaka [psa, jedna pamiątkę po zaginionym synu - przyp.kirschbaum] któremu niegodziwi sąsiedzi podrzucili truciznę. Pan Mieczkowski, który nie opuszczał piwnicy, umarł. Doktor Rosner [wcześniej ocalony z getta warszawskiego – przyp. kirschbaum] prowadził operę leśną w Sopotach. Umarł D., żona moja bestialsko przejechana na smirć samochodem. Trupa Władzi zostawiliśmy nic o tym wtedy nie wiedząc na Żoliborzu.
Pani Czermińska, sąsiadka nasza, nie żyje. Mąż Halszki odnalazł się wprawdzie, ale wkrótce po stracie żony popełnił samobójstwo. Stanisław Wojciechowski [b. premier R.P. – przyp. kirschbaum]. Karol Irzykowski nie żyje. Tak samo wielka pisarka, Maria Rodziewiczówna. Nie znam losu pozostałych.”

fo_rzeszow2_jpg

7 lipca 2005, w 63. rocznicę likwidacji rzeszowskiego getta, na terenie dawnego cmentarza żydowskiego (obecny Plac Ofiar Getta gdzie znajduje się pomnik Armii Czerwonej, która wyzwoliła miasto, oraz dwie przepiękne zabytkowe bożnice) odbyło się uroczyste odsłonięcie szczególnej tablicy. Tablica w kształcie macewy leżącej na bazaltowym kamieniu zawiera tekst:
„W tym miejscu znajduje się XVI-wieczny cmentarz żydowski zniszczony w czasie II wojny światowej przez hitlerowskiego okupanta. W lecie 1942 roku gromadzono tutaj Żydów przed wywiezieniem do obozów zagład.”
Dodać należy, iż wszystkie macewy zostały rozbite na tłuczeń, który posłużył jako podkład budowanej w 43-44 r., ulicy następnie wyasfaltowanej – obecnie jest to ulicy Chopina.
Późnym popołudniem kilkadziesiąt, zebranych w związku odsłonięciem tablicy osób, przeszło drogą z Placu Ofiar Getta na Starowinę. Poszli oni drogą którą 7 lipca 1942 roku przeszło tysiące Żydów przed wywiezieniem do Bełżca.

rzeszow_7.jpg

Wiem, że takich miejsc jest w Polsce wiele, zbyt wiele, jednak to miejsce ma dla mnie szczególne znaczenie. Na Placu Ofiar Getta gdzie znajdują się do dziś małe planty postawiłem pierwsze kroki. Tu babcia uczyła mnie pierwszych skrętów na trójkołowym rowerku. Tu wypiłem pierwszą wódkę z kolegami z liceum. W tym miejscu postanowiłem pisać wiersze o miejscach przegranych. Tu, też położyłem pierwszy kamyk na kamieniu.

Darek Pado

PS.

Rzeszów (żyd. Rajsze, Rejsze)
W Galicji nazywano miasto „Mojżeszowem”. Udział Żydów w liczbie mieszkańców po przyłączeniu chrześcijańskich przedmieść spadł z ponad 50% (pod koniec XIX w.) do 37% w 1910 r. Ale to starozakonni nadawali ton miastu, tworzyli jego klimat i kutrurę. W 1886 r. zniesiono tu zakaz pracy w niedzielę i święta. Obchodzono hucznie i uroczyście święta żydowskie, zwłaszcza Pesach (zwany przez Polaków „Pejsach”). Jak podaje Encyklopedia Galicyjska, święta te nadawały miastu swoisty, właściwy tej religii charakter, wzbudzając wielkie zainteresowanie wśród chrześcijan.
Jednakże Żydzi mieszkali w Rzeszowie dużo wcześniej, przynajmniej od połowy XVI w. Zajmowali się krawiectwem, szmuklerstwem (wyrobem ozdób do mundurów, zasłon i frędzli), hafciarstwem, mydlarstwem, aptekarstwem i gorzelnictwem. Znani byli miejscowi złotnicy i wytwórcy pieczęci. Ranga handlowa pozwoliła określać Rzeszów jako Małe Brody, a nawet (później) jako Galicyjską Jerozolimę. Tradycyjną dzielnicą było Nowe Miasto wytyczone w XVII w. Szybki wzrost liczby Żydów nastąpił w XIX w. wraz z budową linii kolejowych do Lwowa, Krakowa i Jasła. Dodać należy, że żydzi należeli do elity miasta byli wśród nich adwokacji oraz posłowie na Sejm.

W przededniu II wojny światowej udział Żydów w liczbie mieszkańców sięgnął 47%. Działał szpital, przytułek i szkoły. Życiu religijnemu ton nadawali chasydzi (75% starozakonnych) podzieleni między antagonistyczne dynastie z Sadogóry i Nowego Sącza, a politycznemu – syjoniści (30% mandatów w radzie miejskiej). Przedostatni miejscowy rabin, Natan Lewin, był posłem na Sejm RP z listy konserwatywnej Agudas Isroel.

Podczas okupacji Niemcy utworzyli w Rzeszowie getto na 25 tys. osób. Zlikwidowali je do końca września 1943 r. Większość uwięzionych wywieźli do obozów w Bełżcu, Auschwitz-Birkenau i Płaszowie. Kilka tysięcy rozstrzelali w lesie koło Rudnej.

Informacje za stroną
http://www.diapozytyw.pl/pl/site/slady_i_judaica/rzeszow

nota przygotowana przez Dariusza Pado

„Przez zieleń łąk, przez złoto pól
Idź z nami w tyralierce
A kiedy ci zabraknie kul
Na szalę ciśnij serce”
(Jan Romocki ps. “Bonawentura”)

Po dwóch nieudanych próbach połączenia Powstańców z Żoliborza w nocy z 19 na 20 oraz z 21 na 22 sierpnia, które kosztowały powstańców setki zabitych i rannych(szczególnie w oddziałach leśnych przybyłych na pomoc Warszawie z Puszczy Kampinowskiej), wobec stale pogarszającej się sytuacji na Starym Mieście podjęto decyzję o próbie przebicia ze Starego Miasta na Śródmieście, przy czym uderzenie miały wspierać oddziały ze Śródmieścia. Zaplanowano zbieżne uderzenie dwóch zgrupowań z południa i z północy przez ul. Bielańską, Pl. Bankowy, Elektoralną, Hale Mirowskie, Pl. Żelaznej Bramy, wreszcie ku ul. Grzybowskiej. Za grupami szturmowymi sformowanymi z różnych oddziałów walczących na Starym Mieście sformowano ogólne zgrupowanie pod dowództwem płk. Jana Mazurkiweicza „Radosława”, w ślad za nim pod dowództwem Stanisława Klepacza ps. „Jesion” miało się posuwać zgrupowanie złożone z lekko, ciężko rannych oraz nieuzbrojonych Powstańców, które miało przejść do Śródmieścia. Od południa , ze Śródmieścia natarcie miał wesprzeć wypad w kierunku Hal Mirowskich zgrupowania majora „Zagończyka”. Wieść o przebijaniu się zgrupowań do śródmieścia na małym, nieustannie bombardowanym obszarze Starego Miasta rozeszła się lotem błyskawicy i tłumy cywilów zablokowały całkowicie ulice którymi miały podążać w kierunku podstaw wyjściowych do natarcia oddziały „Radosława”. Na tyłach powstał chaos i atakujący pierwszy rzut Powstańców, nie dostał wsparcia. O współdziałaniu z grupą „Jesiona” nie było nawet co mówić. „Zagończyk” w tym samym czasie opanował Hale Mirowskie gdzie trwała do rana 31 sierpnia, po czym widząc, że przebicie się nie udało, wycofał się z nich do Sródmieścia. Jednak jeden z oddziałów – grupa szturmowa kompanii „Rudy” pod dowództwem Andrzeja Romockiego „Morro” była właśnie w drodze…

specjal_a_11-1.jpg Andrzej Morro
[fot ze zbiorów Barbary Wachowicz]

Nocą z 30 na 31 VIII udało się żołnierzom tej kompanii przebić przez Bielańska i jakieś Ruiny ku ulicy Senatorskiej, przestrzeliwanej z dwóch stron przez umocnione punkty niemieckiej broni maszynowej. Dalej pisze o tym Aleksandre Kamiński („Zoska i Parasol” str. 381):
„ … Mija kilkadziesiąt minut. Sanitariuszki kończą najpilniejsze opatrunki. Andrzej charakteryzuje sytuację na Senatorskiej; przy placu Bankowym stoją czołgi z lufami dział wzdłuż Senatorskiej, niemiecka broń maszynowa jest wstrzelana w bramę kościelną [kościoła św. Antoniego – przyp. Kirschbaum] a także przejeżdża się po bramach i oknach z naszej strony ulicy. [...] Andrzej zdecydowanym ruchem odsunął opiekuńczą dłoń sanitariuszki i usiadł.
- Nie, nie, tylko pierwszy plan jest dobry – do kościoła i dalej do śródmieścia. Jak najszybciej. Możemy i musimy się przebić. Pozostanie tutaj to pewna zguba.”

Przygotowany zostaje plan – niejako wbrew woli starszych szarżą „Trzaski” i „Jerzego” przebicia się pod osłoną ognia skrzydłowych patroli, które maja z zaskoczenia zdławić na kilkadziesiąt sekund niemiecki ogień. I dalej za A. Kamińskim (str.382):
„[...] Witold wraz z Czartem i Argosem stoją już na prawym skrzydle. Jeden z nich trzyma gamon, drugi – świecę dymną, trzeci filipinkę. {…} Nieprzyjacielski cekaem znajduje się w odległości około czterdziestu metrów i co pewien czas błyska ogniami pocisków.
- Dostaniemy czapę – szepce Witold.
Jego szczupła postać przylgnęła do muru, czarne włosy zdają się jeżyć pod hełmem.
- Na to się zanosi – przytakuje Czart, łykając głośno ślinę.
- Osłooooooony… Rzut!
Wychylają się i pędzą w nieuniknioną zdawałoby się śmierć, wprost na cekaem, rzucając równocześnie swe pociski.
Na około sześćdziesięciu ludzi tylko jeden pozostał we krwi na asfalcie ulicy; ten który zawahał się i wybiegł nieco później niż inni.”

Przebili się do kościoła gdzie jak się okazało znajdowały się tymczasowe kwatery S. Zaopatrzyli się w dodatkową broń, robi się już jasno. Od placu ruszają ku kościołowi czołgi i zaczyna się zmasowany ostrzał samego kościoła. W ostatniej chwili oddział Andrzeja Romockiego Morro przebija się w skrytości do kamienicy na tyłach Pałacu Zamojskich, na skraju Ogrody Saskiego. W piwnicy tego budynku a raczej w korytarzu piwnicznym łączącym piwnice – żołnierze kompanii „Rudy” przetrwali cały dzień 31 sierpnia, niezauważeni, znosząc w ciszy wrzucane przez okna w oficynie salwami granaty do piwnic zewnętrznych oraz ślepy ostrzał prowadzony do okien piwnic kolejnych grup przeszukujących tereny między Starym Miastem a Śródmieściem. Wyszli z piwnicy około dziesiątej w nocy i ruszyli udając oddział niemiecki o co było łatwo, umundurowani bowiem byli jednolicie jak wszyscy żołnierze zgrupowania „Radosława” w SS-mańskie panterki zdobyte na początku powstania w magazynach na Stawkach, w kierunku Ogrodu Saskiego. Po drodze minęły ich dwa wozy pancerne, kuchnię polową, posterunek niemiecki przy Palmiarni, oraz gniazdo cekaemu przy ul. Królewskiej (to stąd pochodzi słynne „Auf dem Bruhl Palas” – strzelca Drogosława przytoczone przez Lao Che ). Nie wytrzymali tutaj nerwowo, i zaczęli biec do gmachu dawnej giełdy towarowej. Od strony niemieckiej i powstańczej zaczęła się strzelanina, po środku Andrzej Morro ze swoimi ludźmi przytuleni do frontowego muru giełdy towarowej i krzyczy w stronę stanowiska śródmieścia:
- Nie strzelać! Nie strzelać! Idzie Starówka! Ra-do-sław!Sta-rów-ka! Nie strzelać!Z drugiej strony odpowiada mu tylko:
- Rany boskie, Polacy.
Jednym skokiem kompania „Rudy” trafia na placówkę Jacka ps. „Pasieka” przy ul. Świętokrzyskiej 28. Po odliczeniu okazuje się że jest ich pięćdziesięciu ośmiu i Andrzej Morro. Wszyscy ranni lżej lub ciężej ale żywi. Na kilka dni.
Andrzej Romocki „Morro” zginie 15 września na Czerniakowie, 34 dni po swoim bracie Janie Romockim „Bonawentura który zginął 18 sierpnia , który zginął w zbombardowanym szpitalu powstańczym przy ulicy Miodowej – wcześniej ranny w brzuch w akcji batalionu „Zośka” na Stawkach, 12 sierpnia 1944 roku.

specjal_a_11-2.jpg
Jan Romocki ps. “Bonawentura”
[fot. Zbiory Barbary Wachowicz)

15 września Andrzej Morro szedł na spotkanie pierwszego patrolu lądujących od strony Pragi żołnierzy 1 Armii LWP gen. Zygmunta Berlinga (pozbawionego przez Stalina dowodzenia za tę akcję odsieczy dla Warszawy).
Nie wiadomo, czy Andrzej Morro zginał od kuli polskiej, niemieckiej czy rosyjskiej.

gallery&size=400
[fot. E. Lokajski]

„Od bomb, granatów i pożogi
I gorszej jeszcze w sercu trwogi,
Od trwogi strasznej, jak konanie,
Uchroń nas, Panie!
Od rezygnacji w dobie klęski,
Lecz i od pychy w dzień zwycięski,
Od krzywd, lecz i od zemsty za nie,
Uchroń nas, Panie!
Uchroń od zła i nienawiści,
Niechaj się odwet nasz nie ziści.
Na przebaczenie im przeczyste
Wlej w nas moc, Chryste!”
(„Modlitwa”, Jan Romocki ps. „Bonawentura”)


  • RSS