radek-kirschbaum blog

Ziemio nie kryj niczyjej krwi, iżby lament nie ustawał

Wpisy z okresu: 8.2005

Nazwa miejscowości pochodzi od rodzaju wierzby – „wetłyny”. Wieś wzmiankowana w 1580 roku, lokowana na prawie wołoskim, położona w dobrach rodziny Kmitów. Wetlina była zawsze wsią przy graniczną, m.in. od XVII w. mieściła się stanica graniczna. Od XVII w. starościńskie oddziały smolaków i pachołków strzegły określonych odcinków granicy; jeden obejmował teren od źródeł Sanu do Wetliny, następny – od Wetliny do Radoszyc i Nowotańca (w Beskidzie Niskim). Oddziały smolaków, w liczbie 40-80 ludzi na całe Bieszczady, wyposażone w konie, pełne uzbrojenie z hakownicami i pistoletami, mając pełnomocnictwa starościńskie i szlacheckie, były postrachem nawet wielokrotnie liczniejszych towarzystw rabusiów.
W okresie międzywojennym wieś liczyła 152 numery i liczyła ponad 1000 mieszkańsców, prawie samych Bojków. W 1921 roku mieszkało tu 805 osób, w tym 770 grekokatolickich Bojków, 27 rzymskokatolików Polaków i 8 mieszkańców wyznania mojżeszowego. W 1938 roku liczba mieszkańców wzrosła do 1100 osób.

02%20Wetlina%20Austria%20Topo%20Map%2019

W czasie II wojny światowej był tu posterunek niemieckiej straży granicznej – obecny grzbiet graniczny oddzielał Generalną Gubernię od Węgier. Porucznik Pawłusiewicz, przedwojenny oficer z Soliny, przerzucał nocami przez tutejszą granicę dziesiątki ludzi na Węgry.
W lipcu 1944 r. radziecki oddział partyzancki pod dowództwem Mikołaja Kunickiego „Muchy” zniszczył tutejszy 47-osobowy posterunek niemiecki, zdobywając przy okazji amunicję i sprzęt. Do oddziału Kunickiego przyłączył się parę dni wcześniej polski, „szlachecki” oddziałek Pawłusiewicza, składający się z jego zdekonspirowanej siatki. Spotkanie nastąpiło przypadkowo na Otrycie, gdy obie grupy, nic nie wiedząc o sobie, rozkładały się na wypoczynek po całonocnych ucieczkach z okrążenia. Dalsza współpraca polskich i rosyjskich partyzantów układała się wzorowo.
W roku 1944 kwaterowały też tu ukraińskie sotnie UPA „Bułaka” i „Wesołego”. 2 kwietnia 1945 r., sotnia „Wesołego” została prawie całkowicie rozbita przez oddziały NKWD.
Najtragiczniejsze piętno na losach wsi odcisnął okres powojenny zakończony masowymi deportacjami ludności (Akcja „Wisła”) oraz fizyczną likwidacją Wetliny. W lutym 1945 r. jednostki 8 dywizji WOP wyparły oddziały UPA z Cisnej i utworzyły wysunięte strażnice w Wetlinie i Berehach. Nad nimi zaś, wzdłuż Połoniny Wetlińskiej, spacerowała nieuchwytna sotnia „Bira”, stacjonująca w Suchych Rzekach. Po miesiącu ewakuowano do Wetliny strażnicę z Berehów. Następnie Wetlina została zupełnie odcięta przez działające wokół sotnie „Bira”, „Hrynia”, „Wesołego” i „Stacha”. Przez radio zawiadomiono posterunek radziecki na Otrycie, a ten przekazał wiadomość do Baligrodu, skąd przybył 34 liniowy pułk piechoty, by osłaniać ewakuację LWP wycofujące się do Cisnej. Do powrotu LWP w 1946 r. obszar wsi pozostawał w rękach UPA. Znajdował się wówczas szpital polowy Ukraińskiej Powstańczej Armii.
W czerwcu 1946 oddziały LWP w wysiedliły z Wetliny 500 osób, zaś w maju 1947 wysiedlono wszystkich pozostałych jeszcze we wsi mieszkańców. Opuszczone domostwa doszczętnie spalono. Bojków wysiedlono na ziemie zachodnie, głównie w rejony województwa mazursko- warmińskiego gdzie ich potomków można spotkać do dziś.

06%20Wetlina%20Womans%20Clothing%201935_

Historia tej niewielkiej wsi staje się prefiguracją historii Bieszczad z których w ramach akcji „Wisła” wysiedlono około 125 000 ludności pochodzenia ukraińskiego. Większość wsi zostało doszczętnie spalonych albo przez oddziały LWP albo przez UPA a gęsto zaludnione jeszcze w czasach wojny góry niemal całkowicie opustoszały.
Pomysł wysiedlenia ukraińskiej ludności z terenów zagrożonych walkami z UPA powstał w sztabie Generalnym WP na jesieni 1946 roku. Na początku 1947 czyniono przygotowania do przeprowadzenia operacji wysiedlania. Plan operacji został przedstawiony Państwowemu Komitetowi Bezpieczeństwa Narodowego 27 marca 1947 roku przez generała S. Mossora. Po śmierci gen. K. Świerczewskiego „Waltera”, ruszyła maszyna przygotowująca Operację „Wisła”. Śmierć Świerczewskiego dostarczyła pretekstu, aby uzasadnić zastosowanie zbiorowej odpowiedzialności wobec ludności cywilnej. Początkowo szacowano, że wysiedlonych zostanie około 20 tysięcy osób, później oszacowanie wzrosło do 80 tysięcy, natomiast ostatecznie wysiedlono około 150 tysięcy osób. Zadaniem akcji „Wisła”, było ostateczne rozwiązanie problemu ukraińskiego w Polsce. Wysiedlenia ruszyły 28.04.1947.r. o godzinie 4:00. Mieszkańców zamieszkujących bieszczadzkie wioski zmuszano do opuszczania swoich siedzib. Wojsko dawało mieszkańcom 2-3 godzin, pozwalając zabrać tylko 25 kg bagażu na osobę. Wysiedlonych mieszkańców kierowano do punktów zbornych skąd wysyłano ich do stacji załadowczych. Punktów zbornych w rejonie działań danego pułku było jeden lub dwa i tam UB przesłuchiwało wysiedleńców. Najbardziej podejrzanych kierowano do obozu w Jaworznie. Złe szacunki co do ilości wysiedlanych spowodowały że przygotowano zbyt małą ilość wagonów do transportu. Ludzie jechali nieludzko stłoczeni. Nierzadko zdarzały się kradzieże przez żołnierzy czy to w samych wioskach czy w punktach zbornych, a także podczas transportu koleją. Każdy transport był strzeżony, a dowódca transportu posiadał dwie koperty, jedną z miejscem przeładunku wysiedleńców drugą dla dowódcy, który zajmował się kierowaniem wysiedlonych do poszczególnych miejscowości. Druga koperta zawierała instrukcje w jaki sposób mają być osiedlani przesiedleńcy. Wiadomo że w 1947 roku większość dobrych gospodarstw na ziemiach zachodnich była już zajęta, wiec przesiedlanym dostawały się gospodarstwa gorsze. Akcja „Wisła” oficjalnie zakończyła się 31 lipca 1947 roku. Wysiedlenia trwały jednak do 1950 r. Właśnie w 1950 roku wysiedlono ostatnich Łemków z rejonu Małych Pienin (Jaworki, Szlachtowa, Biała i Czarna Woda). Trzeba dodać że w tych miejscowościach nigdy nie było UPA ani siatki cywilnej OUN. Co powodowało decyzję o ich wysiedleniu – nie wiadomo.
Do lat 60. poza wopistami w Wetlinie nikt nie mieszkał. Ze wsi Wetlina stała się zaś zapadłą osadą leśną. Ożyła ona na nowo dopiero w latach 70 wraz z rozwojem bieszczadzkiej turystyki pieszej.
Dziś stojąc w Wetlinie na przystanku PKS widać nowy drewniany kościół pw. Miłosierdzia Bożego i murowany dom zakonny ojców Bernardynów. Nowe zabudowania wybudowano w miejscu dawnego cmentarza i grekokatoliciej cerkwi. Cerkiew pw. Chrystusa Króla, wybudowana w 1928 r., murowana z cegły, na planie krzyża z pięcioma kopułami – należała do najokazalszych w polskich Karpatach. W 1950 r. opuszczoną i wypaloną cerkiew żołnierze WOP wysadzili w powietrze. Jej ruiny wopiści wykorzystali do odbudowy swojej strażnicy. Nie zachowały się żadne nagrobki z przycerkiewnego cmentarza, gdzie spoczywali w zbiorowych mogiłach żołnierze Armii Czerwonej polegli w 1944 r. oraz polegli w latach 1945 – 1946 upowcy z sotni „Wesołego” – tej samej, która dokonała udanego zamachu na gen. Świerczewskiego. Nie ocalały żadne inne nagrobki; zostały one rozbite i wykorzystane jako tłuczeń pod budowę „obwodnicy bieszczadzkiej”.

13%20Wetlina%20Remains%20of%20Orthodox%2

Z wysadzonej cerkwi zostały w trawie fragmenty fundamentu i centralnej kopuły, które niedawno zostały wykorzystane przy budowie kapliczki z figurką Matki Boskiej Loretańskiej przez Ojców Bernardynów. Za kamiennym portalem kapliczki ukrywa się odłamek cerkiewnej kopuły z wystającymi z niego prętami zbrojeniowymi. Nad kapliczką góruje pokrzywiony grekokatolicki krzyż.

[nota przygotowana przez Darka Pado,
zdjęcia za:

http://www.iabsi.com/gen/public/settlements/PL_wetlina_poland.htm]

Jan Krzysztof Kelus
PIOSENKA O KARACH SMIERCI I NAGRODACH DOCZESNYCH

W końcu maja dni są długie – my z pszczołami na rzepakach
W pegieerze Milki Milken na niemieckich starych mapach
Mówią tu gdzie resztka ruin – był gmach sądu za Wilhelma
A to wzgórze, mówią było za Wilhelma miejscem straceń
Potem był tu stary cmentarz, teraz jest już tylko wzgórze

Ściana lasu za jeziorem, czarne wzgórze wśród rzepaku
Wśród rzepaku czarne wzgórze za jeziorem ściana lasu
Las, jezioro, czarne wzgórze, żółty rzepak, żółty zapach
„Co się stało” – pytasz – „Janku?” – a ja czuję jakbym płakał

Tam gdzie kończą się rzepaki, w niedalekiej wsi Wilkowie
Poniemieckie gospodarstwo wydzierżawił z miasta człowiek
Mówią tu, gdzie mieszkał Grüner wydzierżawił dom od gminy
Tu go wszyscy, mówią, znali – szef urzędu bezpieczeństwa
dzisiaj panie to emeryt i na stałe jest w Olsztynie

Stary człowiek pochylony, sadzi kwiaty w ciepłą ziemię
W ciepła ziemie sadzi kwiaty pochylony stary człowiek
Stary człowiek, ciepła ziemia, rudy spaniel śpi pod drzewem
„jak on może sadzić kwiaty” – pytasz – „Janku?” – a ja nie wiem.

***

Urząd Bezpieczeństwa w Olsztynie został utworzony na mocy rozkazu 76 Ministra Bezpieczeństwa Publicznego Stanisława Radkiewicza z dnia 27 listopada 1945 roku. W czasie jego funkcjonowania (1946-1955) Wojskowe Sądy Rejonowe skazały na śmierć około 15% z ogólnej liczby ponad 3468 osób. Dane są niepełne, ponieważ akta jakie przejął IPN na temat działalności wojewódzkich i powiatowych Urzędów Bezpieczeństwa oraz Wojskowych Sadów Rejonowych są znacznie zdekompletowane. Dane te nie obejmują zamordowanych w śledztwie, nie obejmują również wyroków wydanych przez Wojskowe Sądy Specjalne w latach 1945-46, oraz ofiar komendantur frontowych Armii Czerwonej oraz NKWD do początków 1946 roku. Lista szefów Urzędów Bezpieczeństa jest przygotowywana do publikacji i ukaże sie jeszcze w tym roku. Inne badania trwają.

Sztynort do końca II wojny światowej był siedzibą rodu Lehndorff, jednego z potężniejszych rodów szlachty pruskiej. Lehndorffowie pochodzili z rodu Stango, zamieszkującego jeszcze w czasach przedkrzyżackich ziemię chełmińską. W czasach krzyżackich miejscowość nazwano Legendorf a.członkowie rodu, zaczęli nazywać się von Legendorf, potem Lehndorf i.Lehndorff. Dzisiejsza nazwa Sztynort wywodzi się z niemieckiego Steinort co oznacza w wolnym tłumaczeniu kamienny róg. Nazwa prawdopodobnie wzięła się od znanej żeglarzom kamienistej mielizny na jez. Dargin obecnie zwanej Kamieniami Sztynorckimi.

sztfoto.JPG

Protoplastą rodu był Paweł Legendorf, Paulus Stange de Legendorf (w wersji polskiej Mgowski) (ur. około 1415 – zmarł 23 lipca 1467 w Bartoszycach), biskup warmiński. Był synem sędziego chełmińskiego Janusza, wnukiem (po matce) wojewody inowrocławskiego Janusza Kościeleckiego. Studiował na uniwersytecie w Lipsku (1442 bakałarz sztuk) i w Rzymie. Był sekretarzem i dworzaninem papieży – Mikołaja V i Kaliksta III; otrzymał wiele godności kościelnych – kanonika warmińskiego (1447), kanonika gnieźnieńskiego (1457), protonotariusza apostolskiego (1458). 20 września (lub 14 października); w 1458 mianowany przez papieża Piusa II administratorem apostolskim diecezji warmińskiej; poprzednim biskupem tej diecezji był sam Pius II tuż przed wyborem na papieża. Nominacja, początkowo tylko na 1 rok, została przedłużona we wrześniu 1459 o kolejne trzy lata. Latem 1460 Legendorf przybył na Warmię, został wybrany przez kapitułę i oficjalnie zatwierdzony przez papieża jako pełnoprawny biskup warmiński, i w porozumieniu z królem Kazimierzem Jagiellończykiem objął rządy w diecezji. Przejmował diecezję warmińską w trudnym momencie; toczyła się wojna trzynastoletnia, wobec której biskup, chcąc uchronić Warmię od spustoszeń, usiłował przyjąć postawę neutralną. Był jednak zmuszony do lawirowania, początkowo wspierał zakon krzyżacki (zostało zawarte porozumienie pokojowe między biskupem a wielkim mistrzem), od 1464 stał po stronie polskiej. 4 listopada 1464 Legendorf złożył przysięgę wierności królowi Kazimierzowi, w 1466, krótko przed układami pokojowymi, wypowiedział wojnę zakonowi. Na rokowaniach polsko-krzyżackich był zdecydowanym przeciwnikiem ustępstw wobec zakonu. Na mocy traktatu toruńskiego (19 października 1466) Warmia została przyłączona do Polski i objęta protekcją królewską. 21 września 1466 został konsekrowany na biskupa przez arcybiskupa Jana Gruszczyńskiego. Uroczystość odbyła się w kościele św. Jana w Toruniu. W uroczystości wyświęcenia Legendorfa uczestniczył król Kazimierz Jagiellończyk oraz Jan Długosz. Zmarł rok później; niewykluczone, że został otruty przez Krzyżaków. Biskup Legendorf pochowany został w kościele św. Katarzyny w Braniewie. Okazałą płytę nagrobną (obecnie w sali Wielkiego Refektarza zamku w Lidzbarku) ufundował w 1494 Łukasz Watzenrode.
Natomiast Ahasverus Gerard Lehndorff (1637-1689) był dyplomatą i mężem stanu w służbie króla Polski, elektora brandenburskiego i króla Danii. Gościł w Sztynorcie Zbigniewa Morsztyna zbiegłego z Polski z powodu prześladowania Braci Polskich. Od cesarza Leopolda I uzyskał w 1683 roku dziedziczny tytuł hrabiego. Z jego czasów pochodzi istniejąca do dziś piękna aleja dębów. Wykorzystując fundamenty mocno zapuszczonej, poprzedniej budowli, w latach 1689-1691 hrabina wzniosła dwukondygnacyjny pałac przykryty czterospadowym
stromym dachem. Urządziła również piękny osiemnastohektarowy park.
Wnuk Ahasverusa Gerarda, Ernst Ahasverus von Lehendorff (1728-1803) był długoletnim przyjacielem Ignacego Krasickiego. Biskup często gościł w Sztynorckim pałacu. W czasach trzech kolejnych Lehendorffów, wszystkich o imieniu Karol, dobra sztynorckie zaczęły podupadać.
Od lipca 1941 r do 20 listopada 1944 r. w Sztynorcie przebywał Joachim von Ribbentrop – minister spraw zagranicznych Rzeszy. Lehndorffowie właściciele majątku mogli wtedy zamieszkiwać tylko w jednym skrzydle swego pałacu.
Jednak to właśnie ostatni właściciel Sztynortu – Heinrich von Lehndorff wziął udział, wspólnie z generałem von Tresckow, w proteście przeciwko masakrze Żydów i pozostałej ludności Borysowa nad Berezyną, dokonanej w 1941 roku przez łotewskie oddziały SS. Następnie w dniu 20 lipca 1944 r., kiedy pełnił funkcję oficera łącznikowego w Naczelnym Dowództwie Wojsk Lądowych (OKH) w Mamerkach, wziął czynny udział w zamachu na Adolfa Hitlera. Dzień po zamachu wrócił do Sztynortu a następnie oddał się dobrowolnie w ręce Gestapo dla bezpieczeństwa swojej rodziny. Zbiegł podczas transportu do Berlina. Złapany został aresztowany i osądzony przed Trybunałem Ludowym i podobnie jak inni spiskowcy skazany został na karę śmierci przez powieszenie.
Wyrok na nim został wykonany w więzieniu Plotzeensee w Berlinie 4.09.1944 r.
Resztę rodziny wysłano do obozów koncentracyjnych.

slup.jpg

Po wojnie na Mazury zajęte przez Armię Czerwoną wróciła podobno kobieta z rodziny Lehndorff. Została zabita przez Sowietów.
W sztynorckim majątku urządzono, miejsce zwożenia łupów wojennych z całej okolicy. Gromadzone przez dwa lata dobra oraz spędzony z okolicy żywy inwentarz wywieziono na wschód.

nota przygotowana przez Darka Pado

Między styczniem a sierpniem 1945 roku amerykańskie lotnictwo strategiczne chcąc rzucić Japonię na kolana zrzuciło na wieksze miasta Cesarstwa około 147000 ton bomb konwencjonalnych. W mało znanym zachodniej historiografii bombardowaniu Tokio 9 marca 1945 roku zginęło około 85 – 90 tys mieszkańców stolicy Japonii. A wyglądało po tym nalocie tak:

tokyo2.jpg

16 lipca 1945 przeprowadzono eksperyment „Trinity”, ładunek „Gadget” umieszczony na stalowej wieży na pustyni w stanie Nowy Meksyk eksplodował osiągając moc trzykrotnie większą od obliczonej. Stalowa wieża na jakiej był przymocowany – wyparowała.

26 lipca 1945 zostaje ogłoszony po długich dyskusjach między aliantami tekst tzw. „deklaracji poczdamskiej” wzywającej Japonię do bezwarunkowej kapitulacji.

28 lipca 1945 premier Japonii Suzuki poinformuje prasę, że zamierza zignorować deklaracje poczdamską ponieważ nie była ona bezpośrednio adresowana do rządu Japonii, tylko została nadana przez radio i przechwycona przez nasłuch.

Do 2 sierpnia 1945 rząd Japonii nie odpowiedział w żaden sposób na deklaracje poczdamską w związku z czym podjęto decyzję o użyciu bomby atomowej by zmusić Japonię do zawarcia pokoju. Po wojnie wielu będzie obliczać życie ilu żołnierzy amerykańskich w ten sposób ocalono. Co by było gdyby nie wie nikt.

loading_enolagay.jpg

Wiadomo, że decyzja o użyciu bomby atomowej zapadła 25 lipca 1945, zatem na dzień przed ogłoszeniem deklaracji poczdamskiej. Ostateczny rozkaz, chociaż powinien go wydać gen. Carl Spaatz (dowódca amerykańskiego lotnictwa strategicznego) został podpisany przez gen. Thosa Handy’ego pełniącego funkcję szefa sztabu wojsk lądowych. Mowa jest w nim o tym, że:
„509 mieszana grupa, 20 Armia Lotnicza zrzuci pierwszą specjalna bombę jak tylko pogoda umożliwi bombardowanie z widzialnością celu, mniej więcej po 3 sierpnia 1945 na jeden z następujących celów: Hiroszima, Kokura, Niigata i Nagasaki.”
Wiadomo, że 6 sierpnia 1945 o godzinie 8:15 sekund 17 z luku bombowca b-29 o nazwie własnej „Enola Gay” pilotowanego przez majota Tibbetsa zrucono na miasto Hiroszima bombe o nazwie własnej „Little Boy”, która eksplodowała 600 metrów nad miastem osiagając moc 13 kiloton trotylu.

bomb3.jpg

Wiadomo, że tego dnia w Hiroszimie zginęło 78 tysięcy ludzi, 14 tsyięcy uznano za zaginione, około 38 tysięcy było rannych. Liczba ofiar choroby popromiennej oceniana jest różnie od 10 do 100.000.

Wiadomo też, że 9 sierpnia o godzinie 1:56 w kierunku miasta Kokura wystartował kolejny B-29 o nazwie własnej „Bock’s Car” z bombą „Fatman”. Nad Kokurą unosiły się gęste chmury i po trzech nieudanych podejściach dowódca załogi major Sweeney zdecydował o wyborze celu zapasowego – miasta Nagasaki. Bomba została zrzucona o godzinie 11:02 czasu lokalnego, miała większą moc niż ta zrzucona na Hiroszimę, ale w tym pierwszym przypadku jako dodatkowy ekran wzmacniający fale uderzeniową zadziałały wzgórza wokół miasta.

nagasaki4.jpg

Wiadomo, że w Nagasaki zginęło około 24 tys. Osób, 43 tysiące było rannych. Wśród ofiar było około 10 z 15 tysięcy mieszkańców miasta wyznania rzymsko-katolickiego. To właśnie nad dzielnicą Urakami, bedącą tradycyjnym i naturalnym skupiskiem katolików nastąpiła eksplozja bomby atomowej.

s3.jpg

Strona internetowa ENOLA GAY wita dzisiaj internautów hasłem NO REGRETS.

Babcia Toma Ferrebee, celowniczego bombowca „Enola Gay” który zrzucił bombe na Hiroszimę, dowiedziawszy się o zasczytnej roli wnuka miała podobno powiedzieć tylko:
„Mam nadzieję, że Pan Ci to przebaczy…”

17.jpg
[fot. Yosuke Yamahata]

„Warszawskie dzieci pójdziemy w bój
za każdy kamień Twój – stolico damy krew
Warszawskie dzieci pójdziemy w bój
gdy padnie rozkaz Twój, poniesiem wrogom gniew!”

15.jpg

Jak podaja źródła historyczne wśród kilkunastu tysięcy idących do niewoli Powstańców było około 2.500 kobiet i 1.100 chłopców w wieku 11-18 lat. Byli to najmłodsi jeńcy w historii wojen stanowiący grupę jedyną, niepowtarzalną i nieporównywalną z żadną inną. Liczba ta nie uwzględnia tych, którzy nie oddali się do niewoli – np. żołnierzy „Kedywu”, którzy mieli rozkaz kontynuowac konspirację i po kapitulacji Powstania wmieszali z powrotem w ludność cywilną. Liczby te nie uwzględniają też tych najmłodszych żołnierzy, którzy wcześniej zginęli.

01.jpg

Największą grupę skierowano do obozu w Lamsdorf. W grupie około 5.800 mężczyzn znalazło się tu ok. 600 nieletnich powstańców. Umieszczono tu również około 1.000 kobiet-żołnierzy z Powstania, wśród nich 14-17 letnie sanitariuszki i łączniczki.

med.jpg
Fot. E.Lokajski

Biorąc pod uwagę dane obozu Lamsdorf z dnia przybycia transportu jeńców wojennych z Powstania (6.10.1944) oraz danych z apelu 18.10.1944 można stwierdzić, że wśród 550 młodocianych jeńców (nie wszyscy się ujawnili w czasie apelu) było:
2 – 11 latków
6 – 12 latków
9 – 13 latków
48 – 14 latków
115 – 15 latków
175 – 16 latków
Na podstawie dostępnych źródeł można stwierdzić, że:
3 z nich było kawalerami Krzyża Virtuti Militari
18 z nich było kawalerami Krzyża Walecznych
Wśród uwięzionych chłopców 206 z nich, a więc 37% zostało w trakcie Powstania Warszawskiego 1944 w uznaniu szczególnego męstwa awansowanych na wyższe stopnie wojskowe, do podporucznika włącznie.

Na początku listopada 1944 14-letni strzelec Tadeusz Górski „Góral” został zastrzelony przy próbie podniesienia z „pasa śmierci” (zaoranego pasa ziemi między drutami) główki kapusty przerzuconej przez jednego z jeńców francuskich.Po wojnie rodzinie nie udało się odnaleźć grobu zastrzelonego w obozie Lamsdorf Janusza Zbigniewa Sznytki „Bogdańca”.W lutym 1945 zmarł wskutek choroby głodowej 15-letni strzelec Jan Walczak „Józek” nr jen. 103218. W czasie ataku radzieckich samolotów na wycofujacą się pod niemiecką eskortą kolumnę jeniecką w dniu 8 maja 1945 poniosło śmierć 3 chłopców: 15-letni strzelec Wojciech Kowalski „Wojtek” nr jen. 103856 kawaler Krzyża Walecznych, 15-letni strzelec Stanisław Kowalczyk „Krowa” nr jen 103221 i 17-letni strzelec Zdzisław Janiszewski „Furman” nr jen. 105483. 11 młodocianych jeńców zostało rannych lub kontuzjowanych.

zdjęcia i informacje na podstawie informacji zamieszczonych przez Macieja Janaszka Seydlitza na stronie http://sppw1944.republika.pl , zdjęcia także stamtąd a także ze strony http://www.szczep413.pl/galerie

„[...]W kieszeni strach, orzełek i tytoń w bibule
ja nie pękam, idę w śmierć ot tak, na krótką koszulę[...]”
(„Godzina W”, „Lao Che”)

053.jpg

Oddział artylerii polowej o kryptonimie „Anna” od pseudonimu swojego dowódcy – Romualda Jakubowskiego – zwany był po prostu baterią „Kuba”. Na cały stan 180 ludzi podporucznik „Kuba” miał 6 pistoletów maszynowych, 3 karabiny Mausera i 400 granatów ręcznych, wszystkie podziemnej roboty. Bateria „Kuba” znajdowała sie w składzie pułku „Garłuch” stanowiącego główną siłę (etatowo 1800 ludzi) VIII Samodzielnego Rejonu „Okęcie” Warszawskiego Okręgu A.K. Pułk miał nacierać na lotnisko Okęcie umocnione zasiekami, bunkrami, silnie obsadzone bronią maszynową. Natarcie miało wyjść koncentyrycznie szerokim półkolem od Rakowca, przez Służewiec do Gorzkiewek. Zadanie było trudne do koordynacji nawet dla oddziału regularnego wojska. Tuż po Godzinie W major „Wysocki”, dowódca pułku „Garłuch”, wobec fatalnej sytuacji swoich oddziałów jeżeli chodzi o uzbrojenie, łączność i podstawy wyjściowe do natarcia na umocnienia nieprzyjaciela – odwołuje atak. Za Stanisławem Podlewskim, „Wolność krzyżami sie mierzy”, str. 164:

„[...] Kiedy po wybuchu powstania mjr „Wysocki” odwołał rozkaz uderzenia, komendantka Wojskowej Służby Kobiet „Ilona” zwróciła uwagę, że dotąd nie wysłano zawiadomienia do por. „Kuby”. Mjr „Wysocki” miał odpowiedzieć:
- To tacy zapaleńcy i odważni do szaleństwa – nuż im się uda zdobyć lotnisko.

Wyruszając do powstania, „Kuba: przy pożegnaniu z matką powiedział:
-Pamiętaj, matulko, że to wojna, możemy nie powrócić. Nie wolno ci się załamywać, fason trzeba trzymać do końca.”

Pułk „Garłuch” nie ruszył do walki, rozproszył sie i przestał się liczyć jako siła bojowa, być może unikając masakry w otwartym terenie nacierając niemal bez broni na niemieckie umocnienia wokół Okęcia.
Bateria „Kuba”, niepoinformowana na czas o odwołaniu rozkazu ataku, poszła do natarcia zgodnie z planem , od strony wioski Zbarz, prosto na lotnisko, przez płaski, odsłonięty ugór. Próbując poderwać swoich ludzi, którzy zalegli pod ogniem z ziemi i z powietrza – procznik „Kuba” zginął, zginął także jego zastępca i większość dowódców plutonów i ich zastępców. Jerzy Kirchmayer podaje, że ze 180 ludzi zginęło 120. Stanisław Podlewski podaje, że na całym szlaku walk baterii „Kuba” odnaleziono i zidentyfikowano w czasie ekshumacji w czerwcu 1946 roku 98 ciał. Wszyscy spoczywają na kwaterze baterii „Kuba” na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach w Warszawie.


  • RSS