radek-kirschbaum blog

Ziemio nie kryj niczyjej krwi, iżby lament nie ustawał

Wpisy z okresu: 7.2005

Radosław Kobierski
VI. PODRÓŻE

ja, maria etinger zaświadczam, że w roku
czterdziestym trzecim ukrywałam się,
moje dwie siostry zginęły w pierwszych

dniach wiosny, jeszcze na śniegu,
leżały jak rzeczy. ja się doczołgałam
do najbliższego domu, w którym mnie przyjął

julian syn franciszka. śmierć groziła z a wszystko,
w tym i za ślady na śniegu, plamy krwi
na strychu mogły należeć tylko do żyda.

tam mnie opatrzył, a że nie byłam dość
żydowską kobietą, posłał do pracy
w niemieckiej kuchni. poznałam z twarzy

z imion wszystkich moich nieprzyjaciół,
nie byli wcale tacy straszni,
jak wyglądali z daleka, kiedy strzelali

w brzuch mojej matce adeli z domu faber
tylko dlatego przeżyłam, mieszkam w jaffie
(za chwilę nareszcie wszystko to się skończy)

(Z tomu „Południe”, Kraków 2004)

kizny2.jpg
[Fot. Tomasz Kizny]

Jan Krzysztof Kelus
PAPIEROSY BIEŁOMOR KANAL

Białomor eta prosta papiros kak Philip Morris – eta prosta sigariet
na puti na żizniennoj wstrieczajetsja s czieławiekam czieławiek.

Wpierw scenariusz do piosenki , więc poddasze – z braku Willi
Moja żona, trochę wódki, dwóch lewaków – Heinz i Willi
Ktoś ich tutaj przysłał z listem – mogą zanocować
I jak zwykle przy kolacji ta sama rozmowa

Oczywiście – Sołżenicyn – i w rozmowie przerwa
Willi mówi, że dla niego to zgniła konserwa
- zapal Willi Biełomora, mam ich cały karton
może zechcesz to pokazać kolegom lewakom

Ty Heinz też nic nie rozumiesz na paczkę się patrzysz
W końcu mówisz, bardzo tanie, tylko zwei und zwanzig
Tak, Heinz – Kanał Biełomorski, nie ma co się łudzić
Tam zginęło tak najmarniej pół miliona ludzi.

Powiedz Willi jako Niemiec, chyba byś się zrzygał
Płacąc za „Auschwitze z filtrem” markę i feniga?
Zapal Willi Biełomora i pomyśl spokojnie
Kto naprawdę wygrał w końcu tę ostatnią wojnę.

Jest 5 sierpnia 1944, Warszawa, wczoraj zabili Krzysztofa. Alianci nie są do końca pewni, że w Warszawie dzieje się cos istotnego. Przecież Stalin mówi, że to tylko ruchawka, awantura, jak na zabawie w remizie.
„Godzina 9 rano, ul. Górczewska nr 15. Trzy czteropiętrowe bloki Wawelberga otaczając Niemcy z S.S. wrzucają do wewnątrz granaty, wokoło ustawiają karabiny maszynowe, nikogo nie wypuszczają, dom podpalają ze wszystkich stron, kto wychodzi jest zabijany, poparzeni rzucają się z okien, nikt nie może wyjść z płomieni, palą się żywcem, cudem tylko mógł się ktoś wydostać stamtąd. Wiem o jednej kobiecie, która wyskoczyła z drugiego piętra i ocaliła się potem. Przy wyjściu pełno trupów tych, którzy chcieli uciec z płomieni; widziałam wśród nich kobiety z dzieckiem przy piersi. Domy były otoczone ze wszystkich stron. Jak przypuszczam, mogło być w tych blokach do 2000 ludzi. Nikt żywy stamtąd nie wyszedł, chyba wprost cudownym sposobem jak wspomniana wyżej kobieta.”
Zeznanie świadka, protokół nr 60 w: „Zbrodnie niemieckie podczas powstania w Warszawie”


  • RSS