radek-kirschbaum blog

Ziemio nie kryj niczyjej krwi, iżby lament nie ustawał

Wpisy z okresu: 2.2005

W procesie Norymberskim, historia obozów śmierci była mało znana. Prokuratorzy oskarżali hitlerowców przeważnie za przestępstwa dokonane w Oświęcimiu i kilku innych bardziej znanych obozach. Dopiero w 1964 roku niemiecki sąd w Hagen rozpoczął przewód sądowy przeciwko 13 byłym członkom załogi Sobiboru. Oskarżeni zostali o zbrodnie przeciwko ludzkości. 20 października 1965 roku ogłoszono wyroki:
1. Frenzel Karl, stolarz: oskarżony o zabójstwo 42 więźniów i współprace w zagazowaniu 250.000. Wyrok – dożywocie.
2. Bolender Kurt, porter hotelowy: oskarżony o zabójstwo 360 więźniów i współprace w zagazowaniu 86.000 ludzi. Popełnił samobójstwo w wiezieniu, przed wyrokiem.
3. Wolf Franz, urzędnik sklepowy: oskarżony o zabójstwo l więźnia i współprace w zagazowaniu 39.000 więźniów. Wyrok – 8 lat wiezienia.
4. Ittner Alfred, robotnik: oskarżony o współprace w zagazowaniu 69.000 więźniów. Wyrok – 4 lata wiezienia.
5. Dubois Werner, mechanik: oskarżony o współprace w zagazowaniu 15.000 więźniów. Wyrok – 3 lata wiezienia.
6. Fuchs Erch, kierowca ciężarówki: oskarżony o współprace w zagazowaniu 79.000 więźniów. Wyrok – 4 lata wiezienia.
7. Łachman Erich, murarz: oskarżony o współprace w zagazowaniu 150.000 więźniów, uwolniony.
8. Shutt Hans, sprzedawca: oskarżony o współprace w zagazowaniu 86.000 więźniów. Uwolniony.
9. Unverhau Heinrich, pielęgniarz: oskarżony o współprace w zagazowaniu 72.000 więźniów. Uwolniony.
10. Juhrs Robert, dozorca: oskarżony o współprace w rostrzelaniu 30 więźniów. Uwolniony.
11.Zierke Ernest, robotnik: oskarżony o współprace w rostrzelaniu 30 więźniów. Uwolniony.
12. Lambert Erwin, robotnik: oskarżony o współprace w zamordowaniu więźniów. Uwolniony.
Komendant Sobiboru i Treblinki, Stangl, został zaaresztowany w Brazylii i po ekstradycji do Niemiec oskarżony o współprace w zagazowaniu 90.000 więźniów. Skazano go na dożywocie. Zmarł na atak serca.

W obozach Operacji „Reinhardt” personel niemiecki administracyjnie podlegał T-4 w Berlinie i stamtąd funkcjonariusze otrzymywali pensje w miesięczne w wysokości 58 RM, dzięki premiom (Za każdy roboczy dzień otrzymywali dodatek w wysokości 18 RM) kwotę tę powiększali dziesięciokrotnie do około 600 RM. Oprócz tych udogodnień, co trzy miesiące należał im się trzy tygodniowy urlop (jeden tydzień za miesiąc pracy), który mogli wykorzystać w domu lub z rodziną bezpłatnie w luksusowym pensjonacie dla pracowników T-4 w Attersee w Górnej Austrii. Personel niemiecki przebywający w obozie liczył około 30 mężczyzn, z czego około połowa była zawsze na rotacyjnie przyznawanych urlopach. Warunki aprowizacyjne były znakomite a na potrzeby załogi pracowali wyselekcjonoani z transportów najlepsi fryzjerzy, jubilerzy, mechanicy, dentyści.
Niektórzy esesmani zamawiali dla swoich dzieci w Niemczech rowerki robione z wózków dziecięcych.
Margarete Bolender zeznała 15-go sierpnia w Hagen, że jej mąż, Kurt Bolender, przyjeżdżając na wakacje zawsze przywoził dużo złotych zębów i mostków dentystycznych zamordowanych Żydów.
Podobnie, podczas rewizji w rodzinie Waltera Nowaka koło Pirmy znaleziono lub zrabowanych w Sobiborze rzeczy: złote zegarki, naszyjniki i tym podobnie. Sam Nowak zniknął bez śladu.
Jeden z esesmanów, Ernst Bauel, popełnił samobójstwo w grudniu 1942 roku i został pochowany na cmentarzu we Włodawie. Inny, Johann Klier, poprosił o przeniesienie, na które wyrażono zgodę bez żadnych trudności.

W Górach Sowich pewnego dnia zjawili się ludzie w mundurach, pojawiły się firmy budowlane a w ślad za nimi rzesze robotników przymusowych. Ogrodzono drutami kolczastymi duże obszary leśne, obejmujące w kilku przypadkach całe masywy górskie, przy drogach ustawiono wartowników, podzielono teren na strefy.
Rozpoczęto prace, postawiono mieszkalne baraki drewniane, postawiono baraki magazynowe, w lasach przygotowano miejsca do budowy budynków. Budowano drogi z dwóch kierunków ruszyła budowa kolejki wąskotorowej. Kolejka ta dzień i noc w góry transportowano tony sprzętu i materiałów budowlanych. Rozpoczęto również w wielu miejscach drążenie sztolni, czy prace rozpoczęto od razu przy wszystkich znanych obecnie podziemiach, trudno w tej chwili ustalić. szacuje sie że wykucie metra bieżącego chodnika średnio kosztowało życie conajmniej jednego więźnia. Do dzisiaj korytarze kompleksu „Reise nie zostały do końca wyeksplorowane. Drogę w kilku miejscach zagradzają zawały.

sztol7.jpg

Za książką „Tajemnice ukrytych skarbów” Joanny Lamparskiej:
„Z relacji Jana Nowaka, więźnia nr P16406, który pełnił w Gross Rosen funkcję pisarza wynika, że duża grupa robotników, około 20 tysięcy została żywcem pogrzebana w lochach Walimia.

Jeżeli zaś idzie o więźniów w rejonie budowy podziemnej w okolicach Walimia, to pamiętam, że funkcjonowało tam wiele kommand w ramach jakiegoś Bauvorhaben, kryptonim m.in. Riesa – wspomina obozowy pisarz –Według mojego rozeznania zatrudnionych w rejonie Walimia było kilkadziesiąt tysięcy więźniów. Pod koniec 1945 roku, w każdym razie niedługo przed ewakuacjami, ze stanu ewidencyjnego wynoszącego 23 tysiące więźniów, przekazywanego codziennie meldunkami do komendy obozu w Gross Rosen, zniknęło około 20 tysięcy ludzi, w stosunku do meldunku z dnia poprzedniego. Ponieważ wydawało mi się, że zaszła pomyłka, zwróciłem na to uwagę SS-manowi przyjmującemu meldunki, na co ten odpowiedział, że meldunek jest prawidłowy!
Wydarzenie to było komentowane między SS-manami z zadowoleniem, że liczba więźniów zmniejszyła się o tak wysoką liczbę. Ze szczątków podsłuchanych rozmów SS-mańskich, doszedłem wraz z innymi więźniami do przekonania, że była to likwidacja kommanda Riesa. Nastąpiło to prawdopodobnie przez zamknięcie tych więźniów w jakichś wydrążonych w skałach pieczarach…

Po wojnie za zaginionych uważano tylko trzy tysiące więźniów.”

[nota zredagowana dzięki Beacie Jaroszewskiej]

BEŁŻEC

1 komentarz

O Bełżcu jest odpowiednia strona w linkach obok. urywki relacji z książki „Bełżec” opartej o relację Rudolfa Redera, jedynego ocalonego z tego obozu. Zeznanie Rudolfa Redera spisane było po wojnie bez zamiaru szerszej publikacji. Książka zawiera więc także inne materiały w tym obszerny wstęp Nelli Rost o samym obozie. Z zeznania Fajgi Kanner:
„Całe lato, dwa razy dziennie szły transporty Żydów – 70 do 80 wagonów. Z wagonów słychać było jęki i płacze duszonych dzieci, większość nie wiedziała dokąd jedzie, pewni byli, że do pracy. Późniejsze transporty wiedziały już, że jada do gazu; niektórzy wyskakiwali z pociągu, inni byli tak zrezygnowani, że nie korzystali z możliwości ewentualnego ratunku. Koło nasypów i szyn leżały stosy trupów ludzi, którzy nieszczęśliwie wyskakiwali.”
oraz dalej:
„Od samego początku tzn. od marca 1942 roku aż do 3 stycznia 1943 roku, obliczaliśmy wagony, obserwowaliśmy ile szło dziennie transportów i naliczyliśmy przez cały ten czas blisko dwa miliony Żydów do Bełżca.”
Historycy powojenni wyliczyli że było to w istocie około 550 – 600 tysięcy ludzi.
Z zeznania Kamińskiej – znanego także jako „Obserwacje Polki”:
„Kiedy dojeżdżałam do stacji Bełżec trupi zapach był tak ostry, że ludzie panicznie zasuwali okna, za daleka widziała jakieś kopce, ogromne wały. Ludzie w Bełżcu opowiadali, że to są stosy trupów.”
Obóz zakończył zbrodniczą działalność z niewyjaśnionych do końca przyczyn w zimie 1942/43, ostatnie sonderkomando żydowskie po spaleniu wszystkich zwłok, zmieleniu kości i rozsypaniu prochów po okolicznych polach zostało wysłane do zagazowania do Sobiboru. człowiek na zdjęciu poniżej to Christian Wirth, pierwszy komendant obozu w Bełżcu.

s_m_3.jpg

Później także komendant obozu śmierci w Sobiborze i wreszcie w 1944 roku obozu koncentracyjnego San Sabo w północnych Włoszech, gdzie został zabity przez włoskich partyzantów 26 maja 1944 roku.

Z zeznania Janiny Sobel:
„W lipcu 1942 roku – „akcja”… Pięć tysięcy zostało wysiedlonych do Bełżca. Do wagonu wciśnięto 150 osób. Niemcy wsypali do wagonów proszek amoniakowy, który dusił i wyciskał łzy. Wszyscy rozpaczali, dzieci płakały. Naprzeciw tego pociągu stał pociąg osobowy, w którego pulmanowskich wagonach przy oknie stały Niemki i głośno się śmiały z rozpaczy Żydów.”

Za wspomnieniami Szymona Wiesenthala, „Prawo nie zemsta”(„Czytelnik”, Warszawa 1992), podaję spis rzeczy zrabowanych ofiarom i wysłanych z obozów zagłady w Treblince, Sobiborze i Bełżcu pomiędzy 1 października 1942 a 2 sierpnia 1943, podległych Odilo Globocnikowi, szefowi akcji „Reinhard” w dystrykcie lubelskim.
Jak następuje:
” 25 wagonów towarowych kobicych włosów
248 wagonów towarowych odzieży
100 wagonów towarowych butów
22 wagony towarowe bielizny
46 wagonów towarowych lekarstw
254 wagony towarowe dywanów i koców
400 wagonów towarowych przedmiotów rozmaitego użytku
2 800 000 dolarów amerykańskich
400 000 funtów szterlingów
12 000 000 swoieckich rubli
140 000 000 polskich złotych
400 000 złotych zegarków
1450 000 kilogramów złotych obrączek
4 000 karatów brylantów
120 000 000 złotych w rozmaitych monetach
kilka tysięcy sznurów pereł
podpisano
Odilo Globocnik”

W którymś z 25 wagonów były włosy Rut Dorfman.

” Jest 7 maja 1943. Ja, inżynier agronom Calek Perechodnik, przedstawiam sobą typ przeciętnego inteligentnego Zyda, postaram sie opisać dzieje mojej rodziny podczas okupacji niemieckiej. Nie jest to praca literacka, nie mam bowiem ani zdolności, ani aspiracji w tym kierunku. Nie jest to też historia żydostwa polskiego. Jest to pamiętnik Żyda i jego żydowskiej rodziny.
Właściwie jest to spowiedź z mego żywota, spowiedź szczera i prawdziwa. Niestety, w rozgrzeszenie boskie nie wierzę, a z ludzi tylko jedna żona moja mogłaby – choć nie powinna – mnie rozgrzeszyć. Ona jednak nie żyje. Zgineła wskutek wandalizmu niemieckiego, a w znacznym stopniu wskutek mojej lekkomyslności. Proszę więc traktować ten pamiętnik jako spowiedź przedśmiertną.
Nie łudze się, bowiem wcześniej czy później i ja podzielę los wszystkich Zydów z całej Polski. Zaprowadzą mnie pewnego pieknego dnia na pole, każa wykopac grób – dla siebie samego, rozebrac się, położyć do środka i zgine szybko śmiercią od kuli rewolwerowej. Ziemia zostanie wyrównana, a rolnik ją zaorze i zasieje na tym miejscu zyto czy pszenicę. Tyle juz egzekucji widziałem, że wystarczy mi przymknąc oczy, żeby zobaczyć szczegóły własnej śmierci.
Nie proszę o rozgrzeszenie; gdybym wierzył w Boga, Raj, Piekło, w nagrodę czy kare pośmiertną, w ogóle bym nie pisał. Wystarczyłaby mi świadomość, że wszyscy Niemcy będa po śmierci smażyć się w piekle. Ale niestety, modlic się – nie umiem, wierzyć – nie wierzę!
Toteż proszę cały świat demokratyczny, Anglików, Amerykanów, Rosjan, Zydów palestyńskich, by pomścili nasze kobiety i dzieci żwycem spoalone w Treblinkach. My-Zydzi mężczyźni, nie jesteśmy warci tego, by nas mścić!”

Pisał Żyd, Calel Perechodnik kilkanascie miesięcy po tym kiedy jako żydowski policjant z getta w Otwocku, w pewne sierpniowe popołudnie pomógł żonie Annie i córeczce Athalie wsiąść do pociągu, który zawiózł je do Treblinki.
Calel Perechodnik, „Czy ja jestem mordercą?”, Wydawnictwo KARTA, Warszawa 1993

W numerze 5/2005 – 31.01.-6.02.2005 „Forum” przedruk wywiadu z niemieckim historykiem Gotzem Aly. Historyk stawia tezę, że nie ideologia, nie charyzm Adolfa Hitlera, ale porfity jakie całe społeczeństwo niemieckie czerpało z Zagłady i Agresji sprawiały że tak wysokie było poparcie dla Fuhrera. Kilka cytatów:

„[...]Podczas II wojny swiatowej zdecydowana wiekszość Nimeców zachowywała się biernie. Ludzie gonili za drobnymi korzyściami zgodnie z zasadą: pieniądze są potrzebne. Naziści nie chcieli i nie potrzebowali niczego więcej. Bierność wystarczy do funkcjonowania totalitarnej dyktatury[...]”

„[...]Nie mozna zrouzmieć Holocaustu, jeśli nie traktuje się go w kategoriach największego we współczesnej historii masowego mordu na tle rabunkowym. Od początku chodziło o pieniądze. Zresztą tremin „aryzacja” jest blisko powiązany z takimi pojęciami jak „nacjonalizacja” i „socjalizacja”. Latem 1942 roku gwałtownie przyspieszono politykę eksterminacji [wtedy rozpoczyna się akcja "reinhard" i zaczynaja działac obozy zagłady w Sobiborze, Bełżcu, Bireknau, Treblince - przyp. radek-kirschbaum], gdy trzeba było pozatykać braki w zaopatrzeniu i finansowe wąskie gardła w okupowanych krajach albo przynjamniej nie dopuścić do pogorszenia sytuacji[...]”

„[...]Mówię tylko, że mord na europejskich Żydach wynikał z szeregu racjonalnie uwarunkowanych pobudek, związanych ze sprawoaniem władzy. Holocaust umożliwił funkcjonowanie niemieckiej codzienności w czasach nazistowskich[...]”

„[...] Skąd pochodziły pieniądze, które umożliwiły im [Niemcom - przyp. radek kirschbaum] łatwe poczatkowo prowadzenie wojny grabieżczej bez potrzeby wprowadzania bezpośerdnich podatków wojennych, przy 15 procentowej podwyżce rent i emerytur jesienią 1941 i jednoczesnym podwojeniu rodzinnych świadczeń socjalnych? Obowiazujące od 1940 r. zwolnienia podatkowe za pracę w niedziele i świeta oraz przydziały żwyności dla przeciętnych Niemców w czasie II wojny światowej mówią więcej o zbrodniczej dynamice narodowego socjalizmu niż studiowanie polis na życie wystawianych przez Alianz czy Generali. Powszechną akcpetację zapewniono sobie dzięki polityce redystrybucji, społecznemu ciepełku. [...] Dziś za sprawą zadłużenia ten balast przechodzi na następne pokolenia.”

Nie wpuścili nas do Raju. Na ławce nad Jeziorem
Bodeńskim romantycznie odbierzemy sobie życie.
Najpierw Tobie poderżnę gardło, mnie odratują.
Trafię do bydlęcego wagonu, transportu na Tamten Świat,
z którego nocny hałas przeszkadza mieszkańcom
kamienic przy dworcu głównym w Zurychu.
Obcążkami na „dzień dobry” wyrwą mi złotą koronę.
Przeżyję, ale do ust nie wezmę szwajcarskiej czekolady.
(David Magen, z arkusza „Dzień Mózgu”, str.5, wyd. Cermait-Grianainech, Nowa Ruda 2000)

„Sobibór” odpada zrudziałymi zgorzelinami z tablicy kolejowej. Las po drodze puchł nicością. Co jakiś czas samochód letników. Zbierają jagody, grzyby, maliny. Jedzą je. Smacznego.
To oni w tych lasach pracowali? – pyta Lidka
-Tu pracowało tylko sonderkomando
Przy rampie ułożone, równo pocięte piszczele brzóz i sosen. Ślepy tor zarośnięty dzika różą.
Tuż koło wieży wartowniczej, ostatniego nie budzącego wątpliwości śladu po obozie, trzy domy i oparta o jedną z nóg wieży bramka do gry w piłkę nożną. Było minęło?
Wejść w las i nie wierzyć. Ani jednego ptaka.
I gdzie się podziała wola, co miała być jako w niebie. Są Żydzi, którzy twierdzą, że z takich miejsc jak to nie wolno się modlić bo On jest głuchy na modlitwę. On odwrócił swoje Oblicze od tych miejsc. Tylko wieża wbita jak poczerniały złowrogo gwóźdź w zieleń naokoło. Za nią kawałek wyrównanego terenu. Twarda ziemia, jakby cała z rudej próchnicy ubitej na beton. Komory były tam, dalej, w lesie, żeby nie niepokoić świeżych, kłebiących się na rampie, na której dzisiaj przeładunek drewna.
Ale to tylko kwestia wiary, dobrej woli, by wierzyć.
Panie, za którego sprawą płaczą obrazy Matek Boskich, krwawią hostie w rękach kapłanów, dlaczego tylko schodzony beton peronu, zgorzała farba, krzak dzikiej róży, drewno ułożone w stosy i babcie przyrośnięte do ławki przed dawno nieczynną stacją. Nicość między pniami brzóz i sosen, które trudno zliczyć.

fo_sobibor1_jpg

Dopisek z zimy 2005. Nie ma już tej wieży. Rozebrano ja na częsci, bo stwarzała zagrożenie dla ludzi mieszkających w jej pobliżu. Nie była zreszta oryginalna, obozowa, ale przedwojnna, obserwacyjno-przeciwpożarowa.
Czy istnieje szansa, możliwość, żeby tam kiedys była sterfa ciszy? Zeby po peronie koło ślepego toru przez który przeszło około 250 tysięcy ludzi, żeby tam nie jeździły ładowarki, żeby tam nie grano w piłkę?
Podobno jest plan budowy parku pamięci. Są rysunki w Muzeum we Włodawie.

s_Bunt.jpg

Samuel Willenberg – ur. w 1923 roku w Częstochowie. Jego ojciec, Perec Willenberg, był nauczycielem w żydowskim gimnazjum i artystą malarzem. Matka, prawosławna Rosjanka, dopiero po ślubie przeszła na judaizm. 16-letni Samuel we wrześniu 1939 na ochotnika przyłączył się do wojska. Walczył pod Chełmem, gdzie został ciężko ranny w potyczce z Rosjanami. Z rodzicami i dwiema siostrami zamieszkał następnie pod Warszawą, ucząc się na tajnych kompletach. W 1942, po aresztowaniu obu sióstr wydanych Niemcom przez polskich sąsiadów, załamał się i zamieszkał w getcie w Opatowie, skąd został ze wszystkimi Żydami wywieziony do Treblinki. Podając się za murarza, jako jedyny z całego transportu uniknął natychmiastowego skierowania do komory gazowej i został więźniem. Przeżył 10 miesięcy piekła. 2 sierpnia 1943 wziął udział w zbrojnym buncie i wraz z kilkuset innymi więźniami zdołał uciec. Dzięki pomocy Polaków szczęśliwie dotarł do Warszawy, gdzie włączył się w konspirację. Wziął udział w Powstaniu Warszawskim, a po kapitulacji uciekł do partyzantki. Po wojnie, w 1950 wraz z matką i żoną wyemigrował do Izraela. Przez 40 lat pracował w zawodzie geodety. Po przejściu na emeryturę podjął studia z zakresu sztuk pięknych na Uniwersytecie Ludowym i zaczął rzeźbić. Pierwsza wystawa jego dzieł, przedstawiających sceny z obozu śmierci, miała miejsce w 2003 roku w Zachęcie. Od 1983 często przyjeżdża do Polski z grupami młodzieży izraelskiej, jako świadek zagłady. Odzyskał polskie obywatelstwo.

willgirl.jpg

Rzeźba powyżej autorstwa Samuela Willenberga przedstawia Rut Dorfman, którą Samuel Willenberg strzygł przed jej ostatnią drogą do komory gazowej. Według jego relacji miała 19 lat i opowiadała, że własnie zdała maturę. Zapytała czy będzie się długo męczyć (mimo inscenizacji Treblinki na zwykłą stację kolejową niektórzy wiedzieli, czuli). Samuel odpowiedział, że nie, że tylko kilka minut. Według jego relacji nic już nie powiedzieli do siebie a Rut żegnając się rzuciła mu smutne, cyt. :”powłóczyste” spojrzenie.

W czasie buntu 2 sierpnia 1943 więźniowie zabili 25 niemieckich i 66 ukraińskich strażników z oddziałów SS, podpalili cały obóz i około 200 z nich udało sie uciec. Obóz Treblinka II, mimo prób rekonstrukcji przestał funkcjonować i w listopadzie 1943 roku został zamknięty. Ziemie na której stał zaorano i zasadzono las. Do lipca 1944 działał karny obóz pracy Treblinka I, 23 lipca 1944 wykonano tam ostatnia egzekucję około 550 Polaków i Żydów.

Samuel Willenberg był jednym z 68 członków SS Sonderkomando Treblinka którym udało sie przeżyć wojnę.

Z podobnego obozu w Bełżcu znana jest relacja jednej ocalonej osoby.

Z Auschwitz uciekło ponad 600 więzniów.


  • RSS